środa, 14 listopada 2012

Zapomnieć 7



Miałam wrzucić ten rozdział dopiero za kilka dni, ale prawdę mówiąc, jestem zbyt ciekawa tego, jak go odbierzecie, żeby zmusić się do takiej zwłoki. Enjoy!


Kilka kolejnych dni znowu minęło bez obecności wampirów. Niespodziewanie zrobiło się cieplej i te całkowicie przestały pojawiać się w szkole. Harry w tym czasie kilkukrotnie wybrał się do rezerwatu, rozmawiając z Jacobem i Samem. Jego stosunki z młodym Blackiem uległy znacznej poprawie, choć nadal nie pojmował zachowania chłopaka z ich pierwszego spotkania. Nie miał pojęcia, czym ten się kierował, niszcząc jego własność. Ale nie poruszali tej kwestii. Tak samo, jak nie rozmawiali o wojnie, którą przeżył Wybraniec. Sfora pokazała mu się w swojej pełnej odsłonie i musiał przyznać, że wilki były cudowne. Wielkie bestie o lśniących futrach i świecących oczach. Ich siła także była niesamowita i Harry cieszył się, że nie ma w nich wrogów. Naprawdę miał dość zabijania. Sam zgodził się na pobranie próbek krwi i oddanie kilku długich pasm ich sierści. Byli zdziwieni, że Potter nadal obstawał przy tym, że nie są wilkołakami. Dopiero po jego wyjaśnieniach, opartych na licznych przykładach, przyznali mu rację, dochodząc do wniosku, że w żadnym wypadku nie chcą uchodzić za stworzenia nocy. Nie w tym sensie przynajmniej.
-I-I-I-
— Edward wie o tym, co zrobiłeś w Seattle — mruknęła Rosalie, kiedy w piątek usiedli ponownie we czwórkę przy stoliku wampirów.
Harry tylko wzruszył ramionami mamrocząc krótkie: przykro mi, Rose.
— To dlaczego tak ci zależało, żeby się nie dowiedział? — zapytała, zła z powodu jego reakcji. Czy też raczej jej braku.
Chłopak podniósł na nią wzrok, odrywając się od jedzonej właśnie kanapki i przyglądając jej się ciekawie.
— Ze względu na ciebie oczywiście — przyznał cicho.
— Jak to na mnie? — burknęła, nadal nie rozumiejąc.
— Po prostu. Nie chciałem, żebyś musiała wracać do swoich wspomnień.
Teraz już patrzyła na niego z jawnym zaskoczeniem. To prawda, że te wydarzenia nadal były dla niej trudne, ale nie podejrzewała, że on może to rozumieć. A przynajmniej nie do tego stopnia. Była przekonana, że chłopak, chce zachować akcję ratunkową dla siebie z jakichś innych powodów. Osobistych. Może dlatego, że sam chce powiedzieć o tym Edwardowi, choć takie wyjaśnienie nie miało dla niej większego sensu.
— Dziękuję — szepnęła miękko.
— O czym wy mówicie? — wtrącił Jasper. Po raz kolejny czuł falę emocji zalewających Pottera. Rosalie też nie była w najlepszym stanie.
— Kiedy spotkaliśmy się w Seattle, Harry uratował nastoletnią dziewczynę — powiedziała spokojnie, po czym dodała ledwie słyszalnie: — Przed gwałtem.
Alice zerknęła na nią ze współczuciem, a jej partner miał szok wypisany na twarzy. Nie tego się spodziewał.
— Powiedziałaś mu? — niedowierzał.
— Nie — uciął chłopak. — Ale czułem, że jej stosunek do mnie bardzo się zmienił i nie mogłem zrozumieć, dlaczego tak się stało.
— I użyłeś legilimencji — wtrąciła pewnie blondynka.
Harry przytaknął, rozważając, jak wiele może im już teraz powiedzieć. Byli magicznymi stworzeniami, tak samo jak on. W pewnym sensie przynajmniej. Podejrzewał, że o zaklęciu wspomniał im Edward, choć sam z pewnością nie wiedział, czym ono jest. Trzymanie ich stale w niewiedzy spowoduje, że w końcu się od niego odsuną, a tego nie chciał.
— Jak do tego doszło, Rose? — zapytał rozbawiony. — Skończyły się piosenki Elvisa.
Dziewczyna parsknęła śmiechem i wyjaśniła pozostałej dwójce, w jaki sposób strzegła swoich myśli przed bratem. Żadne z nich nie zauważyło, że ich czysty śmiech zwraca uwagę większości uczniów. W końcu czarodziej uspokoił się, ciesząc, że udało mu się nieco rozładować napiętą atmosferę.
— Za pomocą legilimencji potrafię w pewnym stopniu przeglądać wspomnienia — powiedział cicho, ale z pewnością siebie.
Wampiry zerknęły na niego ciekawie, rozumiejąc, że przełamał się już na tyle, żeby zdradzić im coś więcej o sobie, żeby odsłonić choć kawałek swojego życia, którego jak dotąd nie potrafili pojąć.
— Tak jak Edward? — mruknęła niepewnie Alice.
— Nie. On słyszy myśli bezwarunkowo. Ja widzę wspomnienia tylko wtedy, jeżeli tego chcę.
— Przejrzałeś nasze?
— Nie — odpowiedział szybko i pokręcił przecząco głową. — Zajrzałem tylko do tych należących do Rose, a i tak nie zagłębiałem się w nic więcej, poza tym jednym wydarzeniem. Przepraszam — zwrócił się do wampirzycy. — Musiałem odkryć twoje motywy.
Kiwnęła głową ze zrozumieniem. Nie miała mu tego za złe. Wiedziała, że od tamtego dnia zaczęły się ich przyjazne relacje. Bo teraz byli już przyjaciółmi. I uważali tak oboje, mimo, że każde nadal miało swoje tajemnice.
— Na ogół nie wchodzę do cudzych głów bez wyraźnego powodu. Nigdy nie zrobiłem tego z żadną inną osobą z waszej rodziny. W ogóle odkąd tu jestem zdarzyło mi się to tylko dwa razy.
Zaśmiał się cicho z ironii losu. Dwa razy użył tego nieszczęsnego zaklęcia. Raz na wampirzycy, a raz na zmiennokształtnym. Tylko on potrafił wpakować się w takie sytuacje. I tylko on potrafi stać na granicy dwóch walczących ze sobą stron.
— Dlatego nie zdziwiło cię, gdy Edward wspomniał o czytaniu w myślach?
Siedzieli w ciszy przez kilka kolejnych minut, analizując możliwe konsekwencje dzisiejszej rozmowy. Każde z nich wiedziało, że jest to niewątpliwy krok naprzód w ich relacjach. Harry zdawał sobie sprawę, że cała rodzina Cullenów dowie się o jego umiejętności. Co prawda to niczego nie zmieniało, bo nadal nie będą wiedzieli o całej reszcie, ale niewątpliwie zrozumieją, że zaczął darzyć ich zaufaniem. Chyba nawet większym niż sam przypuszczał.
Kiedy zadzwonił dzwonek, podniósł się niespiesznie i ruszył w kierunku klasy. O dziwo, w ławce siedział już jego towarzysz i uśmiechał się lekko. Potter aż przystanął na moment, dostrzegając ten wyraz twarzy.
— Dziękuję — mruknął wampir, a chłopak uniósł brwi w pytającym geście. — Za zrobienie tego dla niej.
Pogrążyli się w spokojnej rozmowie, wykonując w międzyczasie zlecone im zadanie. Żaden z nich nie dostrzegł, że pod koniec zajęć do pomieszczenia weszła jeszcze jedna osoba, a klasa ucichła nienaturalnie. Edward, przez cały ten czas, wydawał się być całkowicie zrelaksowany, jakby wiedza o tym, co Harry zrobił dla jego siostry, zburzyła wszystkie mosty wokół nich. Nie odsuwał się, nie unikał jego spojrzenia. Chłopak nawet zaczął się zastanawiać, czy przypadkiem nie wymyślił jakiegoś sposobu na zatrzymanie swojego pragnienia, choć wiedział, że to nie było możliwe.
— Tak, profesorze — usłyszał nagle i obrócił się błyskawicznie w stronę owego głosu.
Jęknął cicho i schował głowę w dłoniach, szepcząc: dlaczego, do cholery?
Wampir patrzył na niego zaintrygowany takim zachowaniem. Po chwili przeniósł spojrzenie na nowego ucznia i aż sapnął, kiedy zorientował się, że nie jest w stanie przeczytać jego myśli.
Potter podniósł głowę, przysłuchując się kolejnym, przeciąganym w dziwny sposób słowom. Słyszał ten ton tyle razy, że nie byłby w stanie pomylić go z jakimkolwiek innym.
— Nie mogłeś pojechać do Japonii? — warknął w końcu, zwracając na siebie uwagę wszystkich, łącznie z nauczycielem. — Czemu akurat Forks? — zapytał z kpiną, ale w jego tonie zaczęło pobrzmiewać rozbawienie.
Chłopak odwrócił się niespiesznie, rozszerzając oczy na jego widok, jakby ciągle nie wierzył, że to, co słyszy i widzi jest prawdą, a nie figlem, spłatanym przez jego wyobraźnię. Parsknął krótkim śmiechem, kręcąc głową w niedowierzaniu.
— Powiedz mi, że to żart, Potter — mruknął. — Przecież ty lubisz ciepło! Nie mogłeś wyjechać na jakąś wyspę? Bezludną? — dodał z uśmiechem.
— A ty? — Harry’emu skrzyły się oczy, widząc go w mugolskich, bardzo dopasowanych spodniach i szarej koszuli z zielonymi dodatkami. Jego wzrok ślizgał się po tej znajomej sylwetce, dostrzegając ją teraz w zupełnie innym świetle. — Masz rezydencję we Francji, dlaczego nie tam?
— Musiałem się od tego odciąć — powiedział po prostu, wzruszając ramionami.
— I tarcfić na mnie? — prychnął.
Chłopak burknął coś niewyraźnie i ruszył w stronę wolnej ławki, na moment jeszcze zatrzymując się koło Wybrańca, nie patrząc jednak na niego, a zerkając z zainteresowaniem na Edwarda. Przyjrzał się dokładnie jego twarzy i pokręcił z niedowierzaniem głową.
— Naprawdę, Potter? Ty nigdy nie będziesz normalny, prawda? — szepnął mu do ucha, przesuwając delikatnie dłonią po jego odsłoniętej szyi.
Widział, jak w brunecie narasta napięcie, ale skoro jego szkolna Nemezis nie powstrzymała go przed takim zachowaniem, Wybraniec prawdopodobnie chciał wzbudzić właśnie takie uczucia w siedzącej obok niego bestii.
Harry zaśmiał się gardłowo, zauważając, że wampir napiął mięśnie i zacisnął pięści. Jego oczy znowu zaczęły nieznacznie czerwienieć. Obaj czarodzieje patrzyli na niego z pewną kpiną, nie odsuwając się od siebie nawet kawałek. Przyglądała się tej scenie zresztą cała sala, z oniemiałym nauczycielem na czele.
— Uważaj, Malfoy — mruknął Harry, nie spuszczając wzroku z Cullena. — Moja krew do niego śpiewa.
Na te słowa Edward rozszerzył oczy, a blondyn uśmiechnął się jeszcze szerzej, powtarzając wcześniejszy gest, tym razem sunąc dłonią dalej, aż do linii szczęki chłopaka, którą muskał przez chwilę kciukiem.
— Walczyłem u twojego boku, Harry — szepnął czule, patrząc, jak miodowe oczy stają się niemal całkowicie czerwone. — Chyba nie myślisz, że boję się wampirów.
Zanim któryś z nich mógł się ponownie odezwać, zadzwonił dzwonek i uczniowie poderwali się ze swoich miejsc. Potter wyszarpnął różdżkę, wiedząc, że blondyn zadba o pozory i rzucił na Edwarda silne Imperio. Ten walczył długo, ale w końcu poddał się jego woli i niespiesznie wyszedł z klasy za dwójką absolwentów Hogwartu.
— Jasper, potrzebuję cię — syknął, prowadząc wampira na parking.
Nie miał wątpliwości, że przesadzili, ale to tylko dodawało smaczku do jego planu. No i może obecność Ślizgona na coś się przyda.
Rosalie, Jasper, Alice i ku zdziwieniu Harry’ego, Emmet znaleźli się przy nich od razu, kiedy tylko wyszli ze szkoły. Jasper natychmiast zaczął uspokajać brata, ale Potter czekał ze zdjęciem zaklęcia do momentu, w którym był całkowicie pewien, że drapieżnik, którego tak bezmyślnie podrażnił, nie zmienił się na powrót w potulnego, przeciętnego krwiopijcę z Forks. Rosalie patrzyła na niego niezadowolona, ale nie odezwała się słowem, za to Alice uśmiechała się szeroko, wyraźnie rozbawiona.
— To o nim wam mówiłam — pisnęła w końcu, kiedy Wybraniec zdjął zaklęcie z jej brata. Cieszył się, że do tego nie potrzebna była różdżka, bo wyostrzone zmysły jego obecnych towarzyszy na pewno dostrzegłyby każdy, choćby najmniejszy ruch z jego strony. — Jestem Alice — dodała, wyciągając do Draco rękę i potrząsając lekko jego dłonią.
— Ele… Cześć? Jest ich więcej? — mruknął, przenosząc spojrzenie na Gryfona.
— Nie musisz szeptać, mają świetny słuch — zaśmiał się Harry. — Tak, jest jeszcze jedna para. Nie masz się czego obawiać.
— Żartujesz sobie? Przecież to…
Nie dokończył, bo Potter zatkał mu usta dłonią.
— Zamknij się, Malfoy. Nie jesteśmy tu sami, wyjaśnię ci wszystko w domu.
Edward warknął głośno, po tym oświadczeniu, ale chłopak nie zamierzał na to reagować. Przez tyle tygodni starał się wszystko ułatwiać wampirowi, że ostatecznie mu się to znudziło. Teraz chciał go znowu drażnić. A Draco świetnie się do tego nadawał.
— Okludujesz umysł? — zapytał jeszcze swojego byłego wroga, a ten skinął potwierdzająco. — Świetnie. Nie przestawaj. Edward, słyszysz jakiekolwiek myśli Draco?
— Nie — znowu warknął, odsuwając się od blondyna na bezpieczniejszą odległość.
— Dobrze — Harry uśmiechnął się zadowolony, co nie umknęło niczyjej uwadze. — Jeżeli nie macie planów na jutro, zapraszam do siebie — dodał, patrząc na Rosalie, Alice i Jaspera. — Wiecie, gdzie mieszkam.
Wszyscy troje przytaknęli i wepchnęli Edwarda do samochodu. Emmet jeszcze chwilę przyglądał się Harry’emu i jego nowemu znajomemu, po czym usiadł na siedzeniu kierowcy i odpalił silnik.
Malfoy patrzył na to z pewnym niedowierzaniem, ale ostatecznie wzruszył tylko ramionami. To był Potter, z nim prawa logiki przestawały mieć znaczenie.
-I-I-I-
— Jesteś pewna, że to właśnie tego chłopaka widziałaś w swojej wizji?
— Jasper, ile razy jeszcze o to spytasz?
— Wydaje mi się, że znałem jego ojca — zastanowił się chwilę. — Albo dziadka.
— Co? Skąd?
— Nie mam pojęcia — mruknął bezradnie.
Edward siedział na kanapie pomiędzy nimi. Kilka minut temu wrócili z polowania i chłopak w końcu był zdolny do normalnej rozmowy. Nie, żeby od powrotu powiedział chociaż słowo, ale na najmniejszą wzmiankę o Draco reagował warczeniem. Sposób, w jaki chłopak zwracał się do Pottera, sam fakt, że się znali i to najwyraźniej bardzo dobrze, doprowadzał go do szaleństwa. Tym razem innego niż na początku. Choć równie uciążliwego, o ile nawet nie bardziej. Był zły, że nie potrafił przy nim opanować swoich instynktów, ale spoufalenie tej dwójki było dla niego aż nazbyt oczywiste.
— Edward — mruknął Emmet. — Edward, do cholery, co się z tobą dzieje?
— Nic.
— Och proszę cię, braciszku — wtrąciła kpiąco Rosalie. — Harry starał się do ciebie zbliżyć przez niemal dwa miesiące, a ty bez przerwy mu uciekałeś. Każdy z nas zorientował się, do czego ten chłopak zmierza i każde z nas powitałoby go z radością jako twojego partnera, jedynie ty sam nie potrafiłeś się przyznać do tego, co dzieje się miedzy wami. Nie dziw się, że w końcu sobie odpuścił.
— Powiedziałbym raczej, że chce go wyprowadzić z równowagi i przyspieszyć osiągnięcie swojego celu — odezwał się, zamyślony nadal, Jasper.
Edward przymknął na moment oczy, przypominając sobie palce Harry’ego wędrujące po jego szczęce i wargach. Niestety chwilę później w jego umyśle pojawił się Malfoy, niemal kopiujący ten gest, z tym, że kierując go w stronę Pottera.
— Jego krew do mnie śpiewa — mruknął, otwierając oczy i szukając wzrokiem Carlisle’a. Niemal wszyscy, oprócz mężczyzny, wpatrywali się w niego zszokowani. — Dlatego tak trudno mi się przy nim opanować.
— Wiedziałem o tym — przyznał najstarszy Cullen. Obok niego Jasper kiwał głową. — Nietrudno było się nie domyślić.
Edward westchnął i pokręcił przecząco głową.
— On o tym wie — szepnął. — Powiedział to dzisiaj temu blondynowi: Uważaj, Malfoy. Moja krew do niego śpiewa.
— To niemożliwe. — Emmet w najmniejszym stopniu nie wyglądał na przekonanego. — Niby skąd mógłby to wiedzieć? — zapytał a wszyscy spojrzeli na niego z politowaniem.
— Emmet, a skąd wiedział, że jesteśmy wampirami? — Chłopak wzruszył ramionami.
— Draco też o tym wie — przerwał ponownie Edward. — Powiedział: Walczyłem u twojego boku, Harry. Chyba nie myślisz, że boję się wampirów.
Wszyscy patrzyli na niego zaskoczeni, chociaż nie samym faktem, że chłopak wie o nich. Raczej zaintrygowało ich to, że tak szybko się domyślił, że nie dowiedział się tego od Pottera. W ich świat wkroczyło dwóch potężnych ludzi, a oni w żaden sposób nie potrafili rozgryźć ich natury. Nie obawiali się ich. Już nie. Harry wyraźnie pokazał, że potrafi powstrzymać blondyna od rozgłaszania ich sekretów, sam też się z tym nie kwapił. Więcej. Powoli zdradzał im niewielkie fragmenty swojej przeszłości. Ufał im. To nadal było dla nich dość dziwne. Rzadko kiedy zdarzało się, żeby ktokolwiek to robił. Oni też nie byli szczególnie ufnymi istotami. Zbyt dużo mogliby zaryzykować, podchodząc zbyt lekko do tak poważnych spraw. A jednak ten niepozorny osiemnastolatek zaskarbił sobie ich przyjaźń. Zaczął od najbardziej zaciekłej i nieustępliwej wampirzycy, jaką znali, Rosalie. Później przyszła kolej na Alice i Jaspera. Carlisle także czuł się z nim dobrze, chociaż akurat on nie miał nigdy problemów w kontaktach z ludźmi.
— Powiedział nam dzisiaj, że walczył na wojnie — wtrąciła Alice. — Może razem na niej walczyli.
Nikt nie odpowiedział na to stwierdzenie.
— Jak udało ci się dzisiaj powstrzymać przed atakiem? — zapytał po dłuższej chwili Jasper. — Kiedy z nimi przyszedłeś, byłeś w strasznym stanie. Myślałem, że rzucisz się na wszystkich wokół.
— Nie mam pojęcia — mruknął. — Harry szepnął: Imperio, machając mi czymś przed oczyma i czułem, że ulatuje ze mnie cała wola. Przez jakiś czas starałem się nad tym panować, ale nie miałem sił. Poddałem się całkowicie i wykonywałem jego polecenia, które słyszałem w swoim umyśle: Chodź, nie atakuj, nie warcz, opuść głowę, przymknij powieki — wyliczał.
— Czym machnął? — zapytał niespodziewanie Carlisle, z jakimś nieprzeniknionym napięciem, dającym się łatwo zauważyć w jego postawie.
— Nie wiem. To ma jakieś znaczenie?
— Ma — mruknął. — Muszę się skontaktować z Aro.
-I-I-I-

Shana89 och… wystarczające podrażnienie, jak dla Ciebie? Podrzuć adres swojego bloga, bo nie można się dostać na Twój profil.
Ano proszę, może być?
~Tirea prawda, że nieostrożne? Musiały go naprawdę polubić:P
Lau~ wątek paktu z Volturi jeszcze rozwinę, bez obaw:D Naprawdę cieszę się, że wywołuję emocje. To bardzo podbudowujące.
Spojrzenie Zabójcy nie można mieć wszystkiego, może i Harry spędził ostatnie lata ze Ślizgonem, ale wciąż ma w sobie coś z Gryfona. Brawura, odwaga i brak myślenia:P
Seth niom, Jasper jest idealnym przyjacielem i to też wykorzystam jeszcze nie raz! I ach, co do Ginny to ja ją lubię jedynie w fu, które tłumaczy Myrkul, tam jest naprawdę do polubienia:)
Miki niom więc jest Draco, a i faza przyjacielska też nastąpi…
black663 hihi, jop, Jess tak myśli i jeszcze kilka razy spróbuje go nawrócić! Jeśli chodzi o Rona, to staram się go zawsze tworzyć takiego, żeby jednak dał się lubić…
Ruda hm… jeśli chodzi o Syriusza i Billy’ego, to to wydawało mi się tak bardzo oczywiste, że nie mogłam z tego zrezygnować! Ach i Harry już wkrótce będzie musiał zdradzić chociaż część swoich tajemnic.