wtorek, 20 listopada 2012

Zapomnieć 9



Wybaczcie, że nie wczoraj, ale nie miałam już siły.
Enjoy!


Harry aportował ich na niewielką polankę, którą znalazł kilka dni wcześniej. Był na niej tylko raz, ale pomyślał, że miejsce jest na tyle oddalone od domu wampirów i wioski wilków, że właściwie mógłby robić tu wszystko, nie ściągając na siebie większej uwagi. Draco rozglądał się niespokojnie, nie do końca pojmując sens pojawienia się na wzgórzu.
Dookoła polana otoczona była wysokimi drzewami, za którymi widać było górskie szczyty, mocno ośnieżone o tej porze roku. Wciągnął głośno świeże powietrze, przypominając sobie mimowolnie, podobny zapach ze swojego dzieciństwa. Uwielbiał Francję i ich małą rezydencję. Matka zabierała go do niej tak często jak mogła, a ojciec w tamtym miejscu stawał się bardziej ludzki i bardziej przyjazny.
— Co tu robimy? — zapytał po chwili.
— Pomyślałem, że moglibyśmy spalić nadmiar energii.
— Jeszcze ci mało? Trzeba nas było aportować do swojej sypialni.
Potter patrzył na niego przez krótki moment, po czym wybuchnął niekontrolowanym śmiechem. Blondyn skrzywił się na ten dźwięk, ale odczekał aż chłopak skończy i dopiero wtedy spojrzał na niego unosząc pytająco jedną z brwi, z ledwością hamując niezadowolenie.
— Chodziło mi o walkę, Malfoy — wykrztusił.
— Och.
Ustawili się naprzeciwko siebie, nie dobywając różdżek. Walka wręcz miała być tylko rozgrzewką, choć zajęła im kilkadziesiąt minut. Poruszali się jak w transie, dobrze znając swoje ciała i słabości. Severus zmusił ich do takich ćwiczeń jedynie kilka razy, ale wielokrotnie nakazywał, żeby przyglądali się sobie wzajemnie. Harry był lepszy i ostatecznie przewrócił Malfoya na plecy, siadając na nim okrakiem i całując delikatnie. Draco pomyślał, że musi brakować mu bliskości. Jemu także brakowało, więc nie miał najmniejszej ochoty sprzeciwiać się takiemu zachowaniu chłopaka. Gryfon powiercił się chwilę na jego biodrach, wywołując w końcu krótki jęk, po którym został bezceremonialnie zrzucony na trawę.
— Nawet nie myśl, że będziesz mnie pieprzył na tej polanie — warknął. — Mieliśmy walczyć — przypomniał jeszcze, podnosząc się i sięgając po różdżkę.
Harry stanął piętnaście metrów od niego i także wyciągnął różdżkę, rzucając natychmiast zaklęcie tarczy, kiedy pierwsze z zaklęć blondyna zmierzało w jego kierunku. Nie walczyli nawet pięciu minut, kiedy Ślizgon krzyknął: Culter, a Potter upadł na jedno kolano, łapiąc się za pocięte, prawe przedramię.
— Malfoy, ty idioto — wrzasnął.
Chłopak spiął się na chwilę, po której przybrał kpiący wyraz twarzy i niespiesznie ruszył w stronę swojego przeciwnika.
— Potter — zaczął. — Rzuciłeś na mnie Tormentę, chyba nie sądziłeś, że ja będę używał tylko grzecznych zaklęć. — Słowo grzecznych zabarwił tak dużą ilością sarkazmu, jakiej tylko on potrafił użyć.
— A nie pomyślałeś, że jesteśmy w pobliżu klanu wampirów? — mruknął Harry. — Na dodatek obaj wiemy, że na jednego z nich nie działam najlepiej.
— Kurwa!
Draco przyspieszył i w mgnieniu oka znalazł się przy chłopaku. Patrzył na niego chwilę, kierując w końcu różdżkę na jego rany i zaczynając śpiewną inkantację. Nauczył ich jej Severus, ale ruchy były tak skomplikowane, że nie sądził, aby Potter był w stanie wykonać je lewą dłonią.
— Dzięki.
Malfoy usiadł przy nim, likwidując plamy krwi, które zabarwiały liczne źdźbła trawy. Następnie spróbował pozbyć się zapachu, którego on, co prawda nie wyczuwał, ale wampiry z całą pewnością tak.
— Nie pomyślałem — przyznał.
— Nie sądziłem, że kiedyś usłyszę z twoich ust te słowa — zakpił Harry.
Blondyn wzruszył ramionami, zastanawiając się mimowolnie, od kogo przejął ten irytujący nawyk.
— Potter, wiesz, że ten wampir może cię zabić? — zapytał ostrożnie. Gdzieś wewnątrz jego umysłu zrodziła się, myśl, że on tym bardziej nie jest bezpieczny.
— Tak.
— Jasne — mruknął, wznosząc oczy ku niebu. — Po co ja w ogóle pytam?
— Nie mam pojęcia — parsknął.
Przesunął się odrobinę, siadając tyłem do chłopaka i opierając plecy o jego klatkę piersiową. Czuł ciepło bijące od drugiego ciała i to, w jakiś sposób, przynosiło mu satysfakcję.
— Nie boję się śmierci, Draco — szepnął, przymykając oczy. — Pogodziłem się z nią już dawno temu.
— Dlatego polazłeś wtedy do tego cholernego lasu? — warknął — Dlaczego właściwie to zrobiłeś? — dodał, obejmując go niepewnie.
— A co miałem robić, Draco? Severus umarł mi na rękach. Trzymałem w ramionach jego, coraz bardziej bezwładne, ciało. Po raz ostatni całowałem usta, które smakowały już wtedy tylko jego krwią. Patrzyłem w oczy, które były przepełnione miłością, nawet jeżeli nikt inny jej nie widział. Co innego mogłem wtedy zrobić?
Malfoy przeciągnął go mocniej do siebie, składając kilka uspokajających pocałunków na jego karku. Nie miał pojęcia, co miałby mu odpowiedzieć, nie wiedział też, jak sam zareagowałby na taką sytuację.
— Jak to się stało, że przeżyłeś?
— Właśnie dlatego — mruknął z żalem. — Dlatego, że byłem gotowy umrzeć — uściślił.
— Nie rozumiem.
— Obudziłem się na King’s Cross i spotkałem Albusa.
Opowiadał przez kilkadziesiąt minut o rozmowie z byłym dyrektorem, o tym, jak postanowił się obudzić, żeby doprowadzić sprawę do końca. O swoich lękach i złości. Nawet nie zauważył, kiedy blondyn rzucił na nich czar ogrzewający.
Każde kolejne zdanie utwierdzało Ślizgona w przekonaniu, że zanim Harry nie spotkał Edwarda był w całkowitej depresji. Dopiero natknięcie się, na swojej nowej drodze, na wampira, pozwoliło mu na przeanalizowanie swoich priorytetów. Nadal był gotowy umrzeć, ale teraz miał także o co walczyć i nie zamierzał się zbyt szybko poddawać.
-I-I-I-
Po dwóch stronach polany, w odległości co najmniej kilometra od siebie stały dwie magiczne istoty, przysłuchujące się z zaciekawieniem, rozmowie chłopców. Z jednej, w głębi lasu ukryty był najmniejszy z wilków, Quil Ateara, który całkiem przypadkiem znalazł się w pobliżu tego miejsca i po rozpoznaniu Harry’ego nie potrafił już stamtąd odejść. Cieszył się, że może na własne oczy zobaczyć to, o czym dowiedział się dzięki Jacobowi.
Z drugiej strony stał wampir, który w swoim życiu stoczył dużo więcej walk, niż chciałby pamiętać. Wracał właśnie z kolejnego polowania i zwabiły go dziwne odgłosy, które zbyt mocno przypominały pojedynek, żeby mógł je zignorować. To, co zobaczył i usłyszał, było dla niego, jak oświecenie. Teraz już dokładnie pamiętał blondwłosego arystokratę, którego spotkał ponad sto lat temu. Nie chciał go pamiętać, a wspomnienia i tak były dziwnie zniekształcone. Ale teraz już wiedział.
Jasper czuł też emocje wilka, który przebywał w ich pobliżu. Szybko pojął, że zmiennokształtni musieli znać tajemnicę chłopaka, bo zwierzę nie reagowało na magię i słowa zdziwieniem czy strachem, a jedynie fascynacją i smutkiem. Kiedy młody osobnik oddalił się wystarczająco, żeby nie móc go wyczuć, ruszył niespiesznie w stronę nastolatków.
Harry dostrzegł go pierwszy, ale nie próbował nawet uwalniać się z otaczających go ramion. Draco nie wyglądał na szczęśliwego, że im przerwano, ale nie okazał też lęku. Nie obawiał się już tych istot, nie po długiej rozmowie z Potterem na ich temat.
— Spotkałem kiedyś twojego dziadka — powiedział Jasper, siadając na ziemi w pobliżu chłopców. — Chciał mnie zabić, choć nie pamiętam jeszcze dlaczego.
Malfoy patrzył na niego niedowierzająco, ale wampir tylko uśmiechnął się nieznacznie.
— Nie pamiętam, bo rzucił na mnie jakieś zaklęcie — dodał pewnie. — Jesteście czarodziejami. Nie mam pojęcia, dlaczego właśnie teraz wspomnienia zaczęły wracać — zastanawiał się. — Może to ma jakiś związek z czasem. To było bardzo dawno temu.
Potter przyglądał mu się z nieokreślonym wyrazem twarzy.
Może już czas, żeby powiedzieć im wszystko?
— Jesteś sam? — Jasper przytaknął. — Opowiemy wam dzisiaj trochę o naszym poprzednim życiu.
Ślizgon mruknął coś niewyraźnie, ale nie zaprotestował na użycie liczby mnogiej.
— Chciałbym, żeby Edward też przy tym był — dodał po chwili Harry. — Dałbyś radę utrzymać go z dala od twoich myśli do siedemnastej?
— Nie ma go — mruknął wampir. — Poleciał z Carlisle’em zobaczyć się z Aro.
— Co zrobił? — krzyknął Gryfon, zrywając się na nogi. Zaraz za nim podążył Draco, który wyglądał na równie zdenerwowanego.
— Wiecie o kim mówię? — zapytał z powątpiewaniem Jasper.
— Nie mogli najpierw porozmawiać ze mną? — jęknął Harry. — Kiedy wyjechali?
— Powinni tam być za jakąś godzinę — odpowiedział, nadal niezdecydowany.
— Skontaktuj się z Granger i Wasleyem — warknął Draco, widząc, że Wybraniec się waha. — Chyba, że chcesz, żeby obaj zginęli, albo, żeby Volturi rozpoczęli wojnę z czarodziejami. Jeżeli przyjdą tutaj, mamy szansę ich pokonać, ale jeżeli to wszystko się rozejdzie, może dojść do zerwania Traktatu, a do tego nie możemy dopuścić.
Potter nadal stał na środku polany, zły na siebie, że dopuścił do tego wszystkiego. Pakowanie się w kłopoty było jego specjalnością.
— Potter — niemal krzyknął Ślizgon. — Nawet ty nie dasz rady aportować się do Włoch, niech twoi przyjaciele to załatwią. Najwyżej dowiedzą się, gdzie mieszkasz! To niewielka cena w porównaniu z tym, co może się stać.
Harry spojrzał na niego jeszcze raz, ale w jego oczach malowała się już tylko determinacja.
— Stworek — zawołał, a po chwili obok niego stał schludnie ubrany skrzat. Uśmiechnął się mimo wszystko, wspominając jak długą drogę musieli przebyć, żeby dojść do wzajemnego szacunku i oddania ze strony stworzenia. — Ron i Heroina są w domu?
— Tak, panie Harry, sir.
— Dobrze.
Chłopak szybko wytłumaczył mu, co ma przekazać lokatorom Grimmuald Place, po czym spojrzał na zdziwionego wampira.
Jasper siedział od dłuższego czasu, wpatrując się w nich niepewnie. Już sam fakt, że wiedzieli, kim jest Aro był dla niego niezwykły. Ale to, co obaj sugerowali i jak gwałtownie zareagowali na wieści o tym, dokąd udali się członkowie jego rodziny, było dla niego szokiem.
— Jasper, to bardzo ważne! Czy wszyscy pozostali są w domu? — zapytał Harry, na co chłopak tylko potaknął nieznacznie. — Ufasz mi?
Wampir zawahał się dłuższą chwilę, ale zbyt wyraźnie czuł niepokój młodego czarodzieja, żeby nie odpowiedzieć twierdząco na jego pytanie. Potter chwycił go za dłoń, drugą łapiąc Draco, który stanął obok i aportował się do salonu rodziny Cullenów.
-I-I-I-
Hermiona, nie myśląc wiele, chwyciła swojego narzeczonego i przeniosła ich do Włoch, na główny plac Voltery. Z tego, co przekazał im Stworek, nie zostało już wiele czasu. Nie do końca potrafiła zrozumieć, z jakiego powodu Harry znalazł się w Forks razem z Malfoyem, ale to teraz miało najmniejsze znaczenie. Musieli znaleźć Cullenów, co jednak wcale nie było proste. Hermiona starała się myśleć tylko o jednym, starannie chroniąc resztę umysłu.
Edward, jestem przyjaciółką Harry’ego Pottera, znajdź mnie, nie idź do Volturi.
Nie miała pojęcia, czy to zadziała, ale obawiała się, że może być ich jedyną nadzieją. Na swoje nieszczęście nie spotkali dwóch mężczyzn, za to wpadli na trzech innych wampirów. Ron wyszarpnął różdżkę pierwszy, moment przed tym, jak jeden z nich rzucił się na jego dziewczynę. Zaklęcia niewiele pomagały, aż w końcu rudzielec zdecydował się na jedno z niewybaczalnych. Wciąż nie potrafił poprawnie rzucić Imperio, ale Crucio działało na te istoty bardzo podobnie. Nie powodując u nich bólu, a jedynie uległość. Wampir opadł na kolana przed Weasleyem, nakazując pozostałej dwójce nie ruszać się ze swoich miejsc.
Chwilę po tym, w wąskiej alejce, w której stali, pojawił się Edward z Carlisle’em. Młodszy patrzył z fascynacją, na obrazek przed nim, odbierając od Hermiony ciągle ten sam przekaz. Dziewczyna z zaciętą miną uniosła różdżkę, ostrzegawczo celując w nowoprzybyłych, ale Edward natychmiast uniósł ręce, powstrzymując także swojego adoptowanego ojca.
— Jestem Edward Cullen, Hermiono — powiedział spokojnie.
— Skąd mam mieć pewność? — warknęła, zła, że nie wszystko potoczyło się tak gładko, jakby sobie tego życzyła. — Ron, okludujesz umysł?
Chłopak potwierdził skinieniem, a piwnooki wampir nie odrywał od nich wzroku.
— Powiedz mi coś, czego nie mógłbyś wiedzieć.
Edward zastanowił się chwilę, w końcu wzruszając ramionami.
— Użyj legilimencji. Harry opowiadał nam o niej. Potrafisz?
Dziewczyna potwierdziła i niepewnie zagłębiła się w jego umysł. Był w całkowitym chaosie przez setki głosów, które rozbrzmiewały w każdym wspomnieniu. Dostrzegła jednak to, czego potrzebowała. To rzeczywiście był ten wampir, którego szukali. Przejrzała szybko to, co ją interesowało, po czym spokojnie opuściła jego myśli. Ten, ku jej zaskoczeniu, stał ledwo na nogach, podtrzymywany przez ojca.
— Coś ty mi zrobiła? — mruknął słabo. — Kiedy Harry wszedł do umysłu Rosalie, ta nawet się nie zorientowała.
— Przykro mi — powiedziała ze skruchą czarodziejka. — Nie jestem w tym tak dobra, jak on. Musimy jak najszybciej opuścić to miejsce — dodała. — Wszystko wam wyjaśnimy, zresztą Harry już rozmawia z waszą rodziną.
— Skąd wiesz? — zapytał zdziwiony Carlisle.
— Wysłał nas po was. Nawet jeżeli Volturi później dowiedzą się o tym, że przebywa w Forks, skutki będą mniejsze niż wasza rozmowa z nimi w tej chwili.
— Pomijając fakt, że byście jej nie przeżyli — burknął Ron. — Hermi, musimy się spieszyć.
Gryfonka przytaknęła i załapała dłoń Edwarda, podczas, gdy Ron zrobił to samo z drugim wampirem. Zniknęli, pojawiając się natychmiast w swoim domu w Londynie.
— Nie możemy ryzykować użycia świstoklika — mamrotał chłopak. — Jeśli go wyśledzą, znowu nie będzie miał życia. Wcale mu się nie dziwię, że uciekł, ja sam mam tego dość, a nie dokonałem nawet połowy tego, co on.
Wampiry wymieniły zdziwione spojrzenia, obserwując przy tym dokładnie pomieszczenie, w którym się znaleźli. Chłodna kuchnia, z ogromnym stołem pośrodku i rzędem drewnianych krzeseł. Wszystko wyglądało, jak sprzed kilkudziesięciu lat. Stary piec, na którym niedbale ustawiono dwa garnki czy kilka nietypowych mioteł w kącie, przywodziło na myśl raczej skansen niż zamieszkały przez kogokolwiek dom.
— Polecimy samolotem — odparła cicho.
— Hm?
— Pamiętasz Zgredka, jego barierkę na dworcu i forda twojego taty? — Rudzielec potaknął. — To będzie trochę większe, ale z całą pewnością bezpieczniejsze.
— Możecie nam cokolwiek wyjaśnić? — odezwał się Carlisle, dostrzegając niezwykły zegar na jednej ze ścian. Widniały na nim liczne zdjęcia, w tym dwójki, która ich tu sprowadziła, ale także Harry’ego. Fotografie były połączone ze wskazówkami, a ta należąca do Pottera zatrzymała się na wymownym słowie: przyjaciele.
Granger zaprzeczyła ze smutnym uśmiechem, przypatrując się ich oczom.
— Nie jesteście głodni? Lot może trochę potrwać, a nie chciałabym ryzykować.
-I-I-I-
Harry wraz z Draco i Jasperem wylądowali w salonie Cullenów. Alice aż krzyknęła ze zdziwienia, podbiegając do swojego partnera i wtulając się w niego.
— Nie zabrali telefonów — mamrotała, wciśnięta w tors chłopaka. — Oni umrą, Jasper. Widziałam, że umrą. Aro sam…
— Nic im nie będzie — powiedział stanowczo Draco, zwracając na siebie uwagę pozostałych.
— To twoja wina — warknął Emmet i w ułamku sekundy znalazł się przy blondynie.
Jasper szybko zagrodził mu drogę, powstrzymując od zrobienia czegoś głupiego. Czuł wzbierającą w Potterze wściekłość i nie chciał, żeby ci dwaj zrobili sobie krzywdę.
— Nic im nie będzie — powtórzył słowa Ślizgona.
— Skąd możesz to wiedzieć?
— Bo ufam Harry’emu — odpowiedział cicho.
Wybraniec jęknął i usiadł ciężko na kanapie, chowając twarz w dłoniach. Jak mógł wierzyć, że nic się nie wyda? Wampiry wpatrywały się na zmianę w niego i Jaspera, który tak pewnie stanął po jego stronie. Po kilku minutach, Malfoy przysiadł się do niego i zagarnął go w swoje ramiona. Miał ogromną nadzieję, że dwójce byłych Gryfonów uda się odnaleźć Edwarda i jego ojca odpowiednio szybko. Nie chciał więcej śmierci i na pewno nie chciał oglądać kolejnego upadku Pottera. Chłopak mruczał coś do siebie przez dłuższy czas, ale zauważył, że powoli uspokaja się pod wpływem jego dotyku. Jak irracjonalnie by to nie brzmiało, cieszył się z tego.
-I-I-I-

Miki Draco ze sforą w rozdziale dwunastym i lubię motyw SS/DM:)
Lau~ kocham Cię za ten fragment: Tak, ja w tym widzę głębszy sens, choć dla nich to pewnie zwykłe rżnięcie o poranku czy coś. Przez dziesięć minut nie mogłam opanować śmiechu! Czytałam całkiem sporo Drarry, gdzie to właśnie Draco by pasywem i chyba lubię takie… A scena z wpadaniem w nieodpowiedniej chwili jeszcze będzie:D
Shana89 no to teraz już wiecie, czemu Edward się za tym oknem nie czaił:P
Ruda to Draco będzie polował, ale njapier będzie zmuszony przebić się przez gruby mur…
Angel spotkanie w dwunastym:)
Spojrzenie Zabójcy nie zdradzać mi tu tajemnic:P
Seves pokochałam SS/DM po przeczytaniu Lalki, w której seks był karą dla Draco. Mniam. I ja to widzę, ale tu jest to tylko wspomniane, więc nie aż tak istotne. Edward się weźmie do roboty… nie, żeby dobrze się do tego zabrał, ale to wkrótce:P Zdrowa już? Bo ja jestem permanentnie chora od miesiąc:(
Caathy.x1 hm, ja komplikuję, ale nie jestem aż taką paskudą. Na ogół. Może jednak się skuszę na kilka dni wspólnego mieszkania… ale nic więcej:P
Tri i hej! Żaden problem z komami, choć będzie mi miło, jeśli odezwiesz się od czasu do czasu. Cóż… co do twoich pytań, to obaj będą wściekli.
Seth pamiętam takie powroty… dawno to było, ale brrrr! Jane rzuca cruciatusami i tez jej nie lubię. Za to ubóstwiam jej brata, Aleca;)