Wybaczcie, że nie wczoraj, ale nie miałam już siły.
Enjoy!
Harry aportował ich na niewielką polankę, którą znalazł kilka
dni wcześniej. Był na niej tylko raz, ale pomyślał, że miejsce jest na tyle
oddalone od domu wampirów i wioski wilków, że właściwie mógłby robić tu
wszystko, nie ściągając na siebie większej uwagi. Draco rozglądał się niespokojnie,
nie do końca pojmując sens pojawienia się na wzgórzu.
Dookoła polana otoczona była wysokimi drzewami, za którymi
widać było górskie szczyty, mocno ośnieżone o tej porze roku. Wciągnął głośno
świeże powietrze, przypominając sobie mimowolnie, podobny zapach ze swojego
dzieciństwa. Uwielbiał Francję i ich małą rezydencję. Matka zabierała go do
niej tak często jak mogła, a ojciec w tamtym miejscu stawał się bardziej ludzki
i bardziej przyjazny.
— Co tu robimy? — zapytał po chwili.
— Pomyślałem, że moglibyśmy spalić nadmiar energii.
— Jeszcze ci mało? Trzeba nas było aportować do swojej
sypialni.
Potter patrzył na niego przez krótki moment, po czym
wybuchnął niekontrolowanym śmiechem. Blondyn skrzywił się na ten dźwięk, ale odczekał
aż chłopak skończy i dopiero wtedy spojrzał na niego unosząc pytająco jedną z
brwi, z ledwością hamując niezadowolenie.
— Chodziło mi o walkę, Malfoy — wykrztusił.
— Och.
Ustawili się naprzeciwko siebie, nie dobywając różdżek. Walka
wręcz miała być tylko rozgrzewką, choć zajęła im kilkadziesiąt minut. Poruszali
się jak w transie, dobrze znając swoje ciała i słabości. Severus zmusił ich do
takich ćwiczeń jedynie kilka razy, ale wielokrotnie nakazywał, żeby przyglądali
się sobie wzajemnie. Harry był lepszy i ostatecznie przewrócił Malfoya na
plecy, siadając na nim okrakiem i całując delikatnie. Draco pomyślał, że musi
brakować mu bliskości. Jemu także brakowało, więc nie miał najmniejszej ochoty
sprzeciwiać się takiemu zachowaniu chłopaka. Gryfon powiercił się chwilę na
jego biodrach, wywołując w końcu krótki jęk, po którym został bezceremonialnie
zrzucony na trawę.
— Nawet nie myśl, że będziesz mnie pieprzył na tej polanie —
warknął. — Mieliśmy walczyć — przypomniał jeszcze, podnosząc się i sięgając po
różdżkę.
Harry stanął piętnaście metrów od niego i także wyciągnął
różdżkę, rzucając natychmiast zaklęcie tarczy, kiedy pierwsze z zaklęć blondyna
zmierzało w jego kierunku. Nie walczyli nawet pięciu minut, kiedy Ślizgon
krzyknął: Culter, a Potter upadł na jedno kolano, łapiąc się za pocięte,
prawe przedramię.
— Malfoy, ty idioto — wrzasnął.
Chłopak spiął się na chwilę, po której przybrał kpiący wyraz
twarzy i niespiesznie ruszył w stronę swojego przeciwnika.
— Potter — zaczął. — Rzuciłeś na mnie Tormentę, chyba
nie sądziłeś, że ja będę używał tylko grzecznych zaklęć. — Słowo grzecznych
zabarwił tak dużą ilością sarkazmu, jakiej tylko on potrafił użyć.
— A nie pomyślałeś, że jesteśmy w pobliżu klanu wampirów? —
mruknął Harry. — Na dodatek obaj wiemy, że na jednego z nich nie działam
najlepiej.
— Kurwa!
Draco przyspieszył i w mgnieniu oka znalazł się przy
chłopaku. Patrzył na niego chwilę, kierując w końcu różdżkę na jego rany i
zaczynając śpiewną inkantację. Nauczył ich jej Severus, ale ruchy były tak
skomplikowane, że nie sądził, aby Potter był w stanie wykonać je lewą dłonią.
— Dzięki.
Malfoy usiadł przy nim, likwidując plamy krwi, które
zabarwiały liczne źdźbła trawy. Następnie spróbował pozbyć się zapachu, którego
on, co prawda nie wyczuwał, ale wampiry z całą pewnością tak.
— Nie pomyślałem — przyznał.
— Nie sądziłem, że kiedyś usłyszę z twoich ust te słowa —
zakpił Harry.
Blondyn wzruszył ramionami, zastanawiając się mimowolnie, od
kogo przejął ten irytujący nawyk.
— Potter, wiesz, że ten wampir może cię zabić? — zapytał
ostrożnie. Gdzieś wewnątrz jego umysłu zrodziła się, myśl, że on tym bardziej
nie jest bezpieczny.
— Tak.
— Jasne — mruknął, wznosząc oczy ku niebu. — Po co ja w ogóle
pytam?
— Nie mam pojęcia — parsknął.
Przesunął się odrobinę, siadając tyłem do chłopaka i
opierając plecy o jego klatkę piersiową. Czuł ciepło bijące od drugiego ciała i
to, w jakiś sposób, przynosiło mu satysfakcję.
— Nie boję się śmierci, Draco — szepnął, przymykając oczy. —
Pogodziłem się z nią już dawno temu.
— Dlatego polazłeś wtedy do tego cholernego lasu? — warknął —
Dlaczego właściwie to zrobiłeś? — dodał, obejmując go niepewnie.
— A co miałem robić, Draco? Severus umarł mi na rękach.
Trzymałem w ramionach jego, coraz bardziej bezwładne, ciało. Po raz ostatni
całowałem usta, które smakowały już wtedy tylko jego krwią. Patrzyłem w oczy,
które były przepełnione miłością, nawet jeżeli nikt inny jej nie widział. Co
innego mogłem wtedy zrobić?
Malfoy przeciągnął go mocniej do siebie, składając kilka
uspokajających pocałunków na jego karku. Nie miał pojęcia, co miałby mu
odpowiedzieć, nie wiedział też, jak sam zareagowałby na taką sytuację.
— Jak to się stało, że przeżyłeś?
— Właśnie dlatego — mruknął z żalem. — Dlatego, że byłem
gotowy umrzeć — uściślił.
— Nie rozumiem.
— Obudziłem się na King’s Cross i spotkałem Albusa.
Opowiadał przez kilkadziesiąt minut o rozmowie z byłym
dyrektorem, o tym, jak postanowił się obudzić, żeby doprowadzić sprawę do
końca. O swoich lękach i złości. Nawet nie zauważył, kiedy blondyn rzucił na nich
czar ogrzewający.
Każde kolejne zdanie utwierdzało Ślizgona w przekonaniu, że
zanim Harry nie spotkał Edwarda był w całkowitej depresji. Dopiero natknięcie się,
na swojej nowej drodze, na wampira, pozwoliło mu na przeanalizowanie swoich
priorytetów. Nadal był gotowy umrzeć, ale teraz miał także o co walczyć i nie
zamierzał się zbyt szybko poddawać.
-I-I-I-
Po dwóch stronach polany, w odległości co najmniej kilometra
od siebie stały dwie magiczne istoty, przysłuchujące się z zaciekawieniem,
rozmowie chłopców. Z jednej, w głębi lasu ukryty był najmniejszy z wilków, Quil
Ateara, który całkiem przypadkiem znalazł się w pobliżu tego miejsca i po
rozpoznaniu Harry’ego nie potrafił już stamtąd odejść. Cieszył się, że może na
własne oczy zobaczyć to, o czym dowiedział się dzięki Jacobowi.
Z drugiej strony stał wampir, który w swoim życiu stoczył
dużo więcej walk, niż chciałby pamiętać. Wracał właśnie z kolejnego polowania i
zwabiły go dziwne odgłosy, które zbyt mocno przypominały pojedynek, żeby mógł
je zignorować. To, co zobaczył i usłyszał, było dla niego, jak oświecenie.
Teraz już dokładnie pamiętał blondwłosego arystokratę, którego spotkał ponad
sto lat temu. Nie chciał go pamiętać, a wspomnienia i tak były dziwnie
zniekształcone. Ale teraz już wiedział.
Jasper czuł też emocje wilka, który przebywał w ich pobliżu.
Szybko pojął, że zmiennokształtni musieli znać tajemnicę chłopaka, bo zwierzę
nie reagowało na magię i słowa zdziwieniem czy strachem, a jedynie fascynacją i
smutkiem. Kiedy młody osobnik oddalił się wystarczająco, żeby nie móc go
wyczuć, ruszył niespiesznie w stronę nastolatków.
Harry dostrzegł go pierwszy, ale nie próbował nawet uwalniać
się z otaczających go ramion. Draco nie wyglądał na szczęśliwego, że im
przerwano, ale nie okazał też lęku. Nie obawiał się już tych istot, nie po
długiej rozmowie z Potterem na ich temat.
— Spotkałem kiedyś twojego dziadka — powiedział Jasper,
siadając na ziemi w pobliżu chłopców. — Chciał mnie zabić, choć nie pamiętam jeszcze
dlaczego.
Malfoy patrzył na niego niedowierzająco, ale wampir tylko
uśmiechnął się nieznacznie.
— Nie pamiętam, bo rzucił na mnie jakieś zaklęcie — dodał
pewnie. — Jesteście czarodziejami. Nie mam pojęcia, dlaczego właśnie teraz
wspomnienia zaczęły wracać — zastanawiał się. — Może to ma jakiś związek z
czasem. To było bardzo dawno temu.
Potter przyglądał mu się z nieokreślonym wyrazem twarzy.
Może już czas, żeby powiedzieć im wszystko?
— Jesteś sam? — Jasper przytaknął. — Opowiemy wam dzisiaj
trochę o naszym poprzednim życiu.
Ślizgon mruknął coś niewyraźnie, ale nie zaprotestował na
użycie liczby mnogiej.
— Chciałbym, żeby Edward też przy tym był — dodał po chwili
Harry. — Dałbyś radę utrzymać go z dala od twoich myśli do siedemnastej?
— Nie ma go — mruknął wampir. — Poleciał z Carlisle’em
zobaczyć się z Aro.
— Co zrobił? — krzyknął Gryfon, zrywając się na nogi. Zaraz
za nim podążył Draco, który wyglądał na równie zdenerwowanego.
— Wiecie o kim mówię? — zapytał z powątpiewaniem Jasper.
— Nie mogli najpierw porozmawiać ze mną? — jęknął Harry. —
Kiedy wyjechali?
— Powinni tam być za jakąś godzinę — odpowiedział, nadal
niezdecydowany.
— Skontaktuj się z Granger i Wasleyem — warknął Draco,
widząc, że Wybraniec się waha. — Chyba, że chcesz, żeby obaj zginęli, albo,
żeby Volturi rozpoczęli wojnę z czarodziejami. Jeżeli przyjdą tutaj, mamy
szansę ich pokonać, ale jeżeli to wszystko się rozejdzie, może dojść do
zerwania Traktatu, a do tego nie możemy dopuścić.
Potter nadal stał na środku polany, zły na siebie, że
dopuścił do tego wszystkiego. Pakowanie się w kłopoty było jego specjalnością.
— Potter — niemal krzyknął Ślizgon. — Nawet ty nie dasz rady
aportować się do Włoch, niech twoi przyjaciele to załatwią. Najwyżej dowiedzą
się, gdzie mieszkasz! To niewielka cena w porównaniu z tym, co może się stać.
Harry spojrzał na niego jeszcze raz, ale w jego oczach malowała
się już tylko determinacja.
— Stworek — zawołał, a po chwili obok niego stał schludnie
ubrany skrzat. Uśmiechnął się mimo wszystko, wspominając jak długą drogę
musieli przebyć, żeby dojść do wzajemnego szacunku i oddania ze strony
stworzenia. — Ron i Heroina są w domu?
— Tak, panie Harry, sir.
— Dobrze.
Chłopak szybko wytłumaczył mu, co ma przekazać lokatorom
Grimmuald Place, po czym spojrzał na zdziwionego wampira.
Jasper siedział od dłuższego czasu, wpatrując się w nich
niepewnie. Już sam fakt, że wiedzieli, kim jest Aro był dla niego niezwykły.
Ale to, co obaj sugerowali i jak gwałtownie zareagowali na wieści o tym, dokąd
udali się członkowie jego rodziny, było dla niego szokiem.
— Jasper, to bardzo ważne! Czy wszyscy pozostali są w domu? —
zapytał Harry, na co chłopak tylko potaknął nieznacznie. — Ufasz mi?
Wampir zawahał się dłuższą chwilę, ale zbyt wyraźnie czuł
niepokój młodego czarodzieja, żeby nie odpowiedzieć twierdząco na jego pytanie.
Potter chwycił go za dłoń, drugą łapiąc Draco, który stanął obok i aportował
się do salonu rodziny Cullenów.
-I-I-I-
Hermiona, nie myśląc wiele, chwyciła swojego narzeczonego i przeniosła
ich do Włoch, na główny plac Voltery. Z tego, co przekazał im Stworek, nie
zostało już wiele czasu. Nie do końca potrafiła zrozumieć, z jakiego powodu
Harry znalazł się w Forks razem z Malfoyem, ale to teraz miało najmniejsze
znaczenie. Musieli znaleźć Cullenów, co jednak wcale nie było proste. Hermiona
starała się myśleć tylko o jednym, starannie chroniąc resztę umysłu.
Edward, jestem przyjaciółką Harry’ego Pottera, znajdź
mnie, nie idź do Volturi.
Nie miała pojęcia, czy to zadziała, ale obawiała się, że może
być ich jedyną nadzieją. Na swoje nieszczęście nie spotkali dwóch mężczyzn, za
to wpadli na trzech innych wampirów. Ron wyszarpnął różdżkę pierwszy, moment
przed tym, jak jeden z nich rzucił się na jego dziewczynę. Zaklęcia niewiele
pomagały, aż w końcu rudzielec zdecydował się na jedno z niewybaczalnych. Wciąż
nie potrafił poprawnie rzucić Imperio, ale Crucio działało na te
istoty bardzo podobnie. Nie powodując u nich bólu, a jedynie uległość. Wampir
opadł na kolana przed Weasleyem, nakazując pozostałej dwójce nie ruszać się ze
swoich miejsc.
Chwilę po tym, w wąskiej alejce, w której stali, pojawił się
Edward z Carlisle’em. Młodszy patrzył z fascynacją, na obrazek przed nim,
odbierając od Hermiony ciągle ten sam przekaz. Dziewczyna z zaciętą miną
uniosła różdżkę, ostrzegawczo celując w nowoprzybyłych, ale Edward natychmiast
uniósł ręce, powstrzymując także swojego adoptowanego ojca.
— Jestem Edward Cullen, Hermiono — powiedział spokojnie.
— Skąd mam mieć pewność? — warknęła, zła, że nie wszystko
potoczyło się tak gładko, jakby sobie tego życzyła. — Ron, okludujesz umysł?
Chłopak potwierdził skinieniem, a piwnooki wampir nie odrywał
od nich wzroku.
— Powiedz mi coś, czego nie mógłbyś wiedzieć.
Edward zastanowił się chwilę, w końcu wzruszając ramionami.
— Użyj legilimencji. Harry opowiadał nam o niej. Potrafisz?
Dziewczyna potwierdziła i niepewnie zagłębiła się w jego
umysł. Był w całkowitym chaosie przez setki głosów, które rozbrzmiewały w
każdym wspomnieniu. Dostrzegła jednak to, czego potrzebowała. To rzeczywiście
był ten wampir, którego szukali. Przejrzała szybko to, co ją interesowało, po
czym spokojnie opuściła jego myśli. Ten, ku jej zaskoczeniu, stał ledwo na
nogach, podtrzymywany przez ojca.
— Coś ty mi zrobiła? — mruknął słabo. — Kiedy Harry wszedł do
umysłu Rosalie, ta nawet się nie zorientowała.
— Przykro mi — powiedziała ze skruchą czarodziejka. — Nie
jestem w tym tak dobra, jak on. Musimy jak najszybciej opuścić to miejsce —
dodała. — Wszystko wam wyjaśnimy, zresztą Harry już rozmawia z waszą rodziną.
— Skąd wiesz? — zapytał zdziwiony Carlisle.
— Wysłał nas po was. Nawet jeżeli Volturi później dowiedzą
się o tym, że przebywa w Forks, skutki będą mniejsze niż wasza rozmowa z nimi w
tej chwili.
— Pomijając fakt, że byście jej nie przeżyli — burknął Ron. —
Hermi, musimy się spieszyć.
Gryfonka przytaknęła i załapała dłoń Edwarda, podczas, gdy
Ron zrobił to samo z drugim wampirem. Zniknęli, pojawiając się natychmiast w
swoim domu w Londynie.
— Nie możemy ryzykować użycia świstoklika — mamrotał chłopak.
— Jeśli go wyśledzą, znowu nie będzie miał życia. Wcale mu się nie dziwię, że
uciekł, ja sam mam tego dość, a nie dokonałem nawet połowy tego, co on.
Wampiry wymieniły zdziwione spojrzenia, obserwując przy tym dokładnie
pomieszczenie, w którym się znaleźli. Chłodna kuchnia, z ogromnym stołem
pośrodku i rzędem drewnianych krzeseł. Wszystko wyglądało, jak sprzed
kilkudziesięciu lat. Stary piec, na którym niedbale ustawiono dwa garnki czy
kilka nietypowych mioteł w kącie, przywodziło na myśl raczej skansen niż
zamieszkały przez kogokolwiek dom.
— Polecimy samolotem — odparła cicho.
— Hm?
— Pamiętasz Zgredka, jego barierkę na dworcu i forda twojego
taty? — Rudzielec potaknął. — To będzie trochę większe, ale z całą pewnością
bezpieczniejsze.
— Możecie nam cokolwiek wyjaśnić? — odezwał się Carlisle,
dostrzegając niezwykły zegar na jednej ze ścian. Widniały na nim liczne
zdjęcia, w tym dwójki, która ich tu sprowadziła, ale także Harry’ego.
Fotografie były połączone ze wskazówkami, a ta należąca do Pottera zatrzymała
się na wymownym słowie: przyjaciele.
Granger zaprzeczyła ze smutnym uśmiechem, przypatrując się
ich oczom.
— Nie jesteście głodni? Lot może trochę potrwać, a nie
chciałabym ryzykować.
-I-I-I-
Harry wraz z Draco i Jasperem wylądowali w salonie Cullenów.
Alice aż krzyknęła ze zdziwienia, podbiegając do swojego partnera i wtulając
się w niego.
— Nie zabrali telefonów — mamrotała, wciśnięta w tors
chłopaka. — Oni umrą, Jasper. Widziałam, że umrą. Aro sam…
— Nic im nie będzie — powiedział stanowczo Draco, zwracając
na siebie uwagę pozostałych.
— To twoja wina — warknął Emmet i w ułamku sekundy znalazł
się przy blondynie.
Jasper szybko zagrodził mu drogę, powstrzymując od zrobienia
czegoś głupiego. Czuł wzbierającą w Potterze wściekłość i nie chciał, żeby ci
dwaj zrobili sobie krzywdę.
— Nic im nie będzie — powtórzył słowa Ślizgona.
— Skąd możesz to wiedzieć?
— Bo ufam Harry’emu — odpowiedział cicho.
Wybraniec jęknął i usiadł ciężko na kanapie, chowając twarz w
dłoniach. Jak mógł wierzyć, że nic się nie wyda? Wampiry wpatrywały się na
zmianę w niego i Jaspera, który tak pewnie stanął po jego stronie. Po kilku
minutach, Malfoy przysiadł się do niego i zagarnął go w swoje ramiona. Miał
ogromną nadzieję, że dwójce byłych Gryfonów uda się odnaleźć Edwarda i jego
ojca odpowiednio szybko. Nie chciał więcej śmierci i na pewno nie chciał
oglądać kolejnego upadku Pottera. Chłopak mruczał coś do siebie przez dłuższy
czas, ale zauważył, że powoli uspokaja się pod wpływem jego dotyku. Jak
irracjonalnie by to nie brzmiało, cieszył się z tego.
-I-I-I-
Miki Draco ze sforą w rozdziale dwunastym i lubię
motyw SS/DM:)
Lau~ kocham Cię za ten fragment: Tak, ja w tym
widzę głębszy sens, choć dla nich to pewnie zwykłe rżnięcie o poranku czy coś.
Przez dziesięć minut nie mogłam opanować śmiechu! Czytałam całkiem sporo
Drarry, gdzie to właśnie Draco by pasywem i chyba lubię takie… A scena z
wpadaniem w nieodpowiedniej chwili jeszcze będzie:D
Shana89 no to teraz już wiecie, czemu Edward się za
tym oknem nie czaił:P
Ruda to Draco będzie polował, ale njapier będzie
zmuszony przebić się przez gruby mur…
Angel spotkanie w dwunastym:)
Spojrzenie Zabójcy nie zdradzać mi tu tajemnic:P
Seves pokochałam SS/DM po przeczytaniu Lalki, w której
seks był karą dla Draco. Mniam. I ja to widzę, ale tu jest to tylko wspomniane,
więc nie aż tak istotne. Edward się weźmie do roboty… nie, żeby dobrze się do
tego zabrał, ale to wkrótce:P Zdrowa już? Bo ja jestem permanentnie chora od
miesiąc:(
Caathy.x1 hm, ja komplikuję, ale nie jestem aż taką
paskudą. Na ogół. Może jednak się skuszę na kilka dni wspólnego mieszkania… ale
nic więcej:P
Tri i hej! Żaden problem z komami, choć będzie mi
miło, jeśli odezwiesz się od czasu do czasu. Cóż… co do twoich pytań, to obaj
będą wściekli.
Seth pamiętam takie powroty… dawno to było, ale brrrr!
Jane rzuca cruciatusami i tez jej nie lubię. Za to ubóstwiam jej brata, Aleca;)