wtorek, 11 grudnia 2012

Zapomnieć 13



Witajcie kochani!
Wiecie, wcale bym się nie obraziła na większą ilość komentarzy!
Enjoy!
 
Harry został wyrwany ze snu potrząsaniem za ramię. Zdecydowanie zbyt silnym. Aż jęknął, czując niezidentyfikowany ból, gdzieś w pobliżu karku. Niechętnie uchylił powieki, dostrzegając nad sobą raczej niezadowolone szare oczy.
— Draco? — mruknął zaspany. — Coś się stało?
Chłopak bez słowa podstawił mu do ust fiolkę i zmusił do przełknięcia żółtawego płynu.
— Doszedłem do wniosku, że Severus by mnie zabił — odezwał się po dłuższej chwili blondyn, opadając na fotel naprzeciwko Wybrańca.
Potter uniósł brwi w niemym pytaniu, ale w odpowiedzi dostał tylko zbywające machnięcie wypielęgnowaną dłonią i głośne westchnienie. Przyjrzał się uważniej Malfoyowi, bo jego obecne zachowanie raczej nie należało do normalnych.
— Za co by cię zabił, Draco? — zapytał w końcu.
Ślizgon prychnął, jeszcze bardziej dziwiąc swojego rozmówcę, ale już w następnym momencie zaczął mówić.
— Na początek za to, że nie potrafię uwarzyć Post-Crutiatusa, którego potrzebujesz.
— Nie zabiłby cię — zaśmiał się Harry. — Zrobiłby to za ciebie. Poza tym nie sądzę, żeby w ogóle dopuścił cię do mnie, gdyby mógł tu być.
— Ale nie może — jęknął Malfoy.
Gryfon pokręcił smutno głową i wcisnął się głębiej w kanapę.
— Dlaczego w ogóle musisz używać zmodyfikowanej wersji?
— Och… — zastanowił się chwilę nad odpowiedzią. — Jak często byłeś pod Cruciatusem?
— Wystarczająco — warknął, drżąc jednocześnie na całym ciele.
— W każdym razie na pewno wiesz, że ważne jest, aby w przeciągu dwunastu godzin od tego, kiedy ktoś użyje na tobie tej klątwy, zażyć eliksir.
Harry zignorował odpowiedź na swoje pytanie, co blondyn przyjął z wdzięcznością i teraz jednak patrzył na niego uważnie, analizując słowa. Nie był pewien, czy rzeczywiście za każdym razem otrzymał dawkę mikstury.
— Inaczej mogą wystąpić długoterminowe skutki uboczne, których zwalczenie jest raczej niemożliwe. Przynajmniej nie na obecnym poziomie odkryć w dziedzinie warzelnictwa.
— Nie wiem, o czym mówisz, Potter.
— Jeżeli nikt nie wymyśli odpowiedniego eliksiru, będę musiał zażywać do końca życia tę zmodyfikowaną mieszankę
— Ale dlaczego, Potter? — burknął. — Aż tak często obrywałeś tym zaklęciem? Po każdym spotkaniu z Czarnym Panem lądowałeś w Skrzydle Szpitalnym. Sądzę, że Pomfrey potrafi rozpoznać fizyczne i psychiczne skutki Crucio. Nie dostawałeś eliksiru?
— Ona nie wiedziała o wszystkich naszych spotkaniach — szepnął.
Draco wyprostował się natychmiast, przyglądając się uważniej chłopakowi. Był pewien, że ten mówi prawdę, choć zupełnie nie rozumiał, co chciał mu przekazać.
Jak to nie wiedziała?
— Do cholery, Potter, mów o co chodzi!
— Nikt o tym nie wie, Draco — zaczął, ale blondyn nie odrywał od niego wzroku, czekając na wyjaśnienia. — Na pewno słyszałeś o moich wizjach? Jeszcze w Hogwarcie? — Draco skinął szybko. — Te wizje były wynikiem połączenia z Voldemortem. Przez bliznę. — Wskazał dłonią na małą błyskawicę. — Mimowolnie brałem udział w sesjach tortur, w których uczestniczył też Riddle.
— To rozumiem — wtrącił Malfoy. — Jednak nadal nie wiem, co to ma wspólnego z eliksirem.
— Nie możesz powiedzieć Ronowi i Hermionie — poprosił, przymykając oczy i zaciskając dłonie w pięści. — Oni już wystarczająco się nacierpieli przeze mnie.
— To twoi przyjaciele — przypomniał.
— Wiem, ale naprawdę nie potrzebują kolejnych zmartwień. — Znowu przerwał i poczekał, aż Ślizgon zgodzi się na jego warunek. — Podczas tych połączeń zdarzało się, że to sam Voldemort rzucał zaklęcia. Nie mam pojęcia ile razy użył właśnie tej klątwy. Przestałem liczyć w połowie piątego roku — zakończył z goryczą.
Draco wpatrywał się w niego z narastającym strachem, nie mogąc uwierzyć, że dobrze zrozumiał to, co Wybraniec chciał mu powiedzieć. Zaakceptowanie jego słów wiązałoby się z przyjęciem do wiadomości, że chłopak, od ponownego odrodzenia się Czarnego Pana, był regularnie torturowany podczas snu.
— Merlinie — szepnął. — Ty nie możesz mówić poważnie.
— Mówię — odparł Harry. Teraz wyglądał na spokojnego i pogodzonego z tą częścią przeszłości. — Za każdym razem, kiedy Tom rzucał zaklęcie.
— Każde? — Malfoy aż sapnął, słysząc ostatnie zdanie.
Gryfon otworzył oczy i spojrzał na niego ze smutkiem.
— Każde, Draco — przyznał. — Mówią, że jestem Wybrańcem, bo jako jedynemu czarodziejowi, udało mi się przeżyć klątwę zabijającą. — Zamilkł na moment, wciąż nie odwracając swojego przeszywającego, zielonego spojrzenia. — Przeżyłem tą klątwę co najmniej dziesięć razy, Draco. Wiedziałem, że akurat tym czarem Voldemort nie jest w stanie mnie zabić.
— Czyli biegnąc do lasu, wcale nie sądziłeś, że zginiesz? — zapytał niepewnie, przypominając sobie dokładnie ich wcześniejszą rozmowę na ten temat.
— Mówiłem ci, że chciałem umrzeć — warknął. — Po prostu nie podejrzewałem Riddle’a o taką ignorancję. Skoro za pierwszym razem on stracił moc, a ja przeżyłem, to łatwo było przewidzieć, że i za ostatnim to zaklęcie nie podziała. On jednak nie przewidział — mruknął, ledwie słyszalnie. — A ja nadal tu jestem — dodał z żalem.
Draco potrząsnął niedowierzająco głową. Jego niechętny szacunek do leżącego przed nim chłopaka wzrósł, mimowolnie, jeszcze bardziej. Podziwiał go za to, czego dokonał, choć pobudki, dzięki którym mu się to udało, były raczej niepokojące. Gdyby Czarny Pan nie pokpił sprawy z Potterem, zapewne cała Czarodziejska Wielka Brytania żyłaby teraz pod jarzmem tyrana. Pomagał mu od kilku dni, szkolił się z nim w Hogwarcie, martwił się o niego wtedy i teraz, dbał… Lubił go.
— I po tych wizjach nie brałeś eliksiru, bo…?
— Nie wiedziałem, że powinienem — mruknął, wzruszając ramionami. — Początkowo wydawało mi się niemożliwe, żebym obrywał klątwami leżąc we własnym łóżku. Później się do tego przyzwyczaiłem. Dopiero Severus…
Malfoy kręcił niedowierzająco głową. Uświadomił sobie, że nie tylko Czarny Pan był ignorantem, bo Potter nie wydawał się wcale dużo lepszy.
— Jak rozumiem trwało to cały rok? — zapytał, a Harry lekko skinął. — Ty idioto! — krzyknął. — Dlaczego nikomu nie powiedziałeś?
— I tak wszyscy uważali mnie za wariata! — burknął obronnie. — Dumbledore nie chciał mnie oglądać, Snape zamiast mi pomagać w oklumencji, robił wszystko, żeby mnie ośmieszyć, a Prorok Codzienny wydawał się działać wyłącznie przeciwko mnie! Jak sądzisz, co by się stało, gdybym komuś powiedział? Z bohatera, w bardzo krótkim czasie, stałem się zagrożeniem równym niemal Voldemortowi. Moi współlokatorzy się mnie bali, członkowie Zakonu się bali, komu miałem powiedzieć?
Draco przełknął ślinę przypominając sobie, że w tamtym czasie wcale nie był lepszy. Podsycał nienawiść do Złotego Chłopca, a w swoim Domu rozpuszczał coraz to nowsze plotki. A Potter nie powiedział prawdy nawet swoim przyjaciołom. Gdyby to zrobił, Granger z całą pewnością uzmysłowiłaby mu konsekwencje. Ale nie chciał martwić ich jeszcze bardziej. Albo bał się, że odtrącą go tak, jak zrobili to inni. Najbardziej niepokojące było to, że druga wersja wydawała mu się bardziej prawdopodobna.
— Powiedziałeś Severusowi? — zapytał cicho, pomijając milczeniem wcześniejszy wybuch.
— Nie — zaprzeczył z dziwnym grymasem Harry. — Sam się dowiedział. Kiedy obudziliśmy się po naszej pierwszej nocy. To znaczy, kiedy on się obudził, bo ja byłem wtedy na towarzyskiej wizycie w umyśle tego dupka. W każdym razie, kiedy się zorientował, co się dzieje, był przerażony. A później wściekły, co, jak nietrudno się domyślić, po raz kolejny skończyło się w jego sypialni.
Potter parsknął cichym śmiechem na widok niedowierzającej miny Ślizgona. Draco kręcił głową, jakby chciał odegnać od siebie usłyszane właśnie słowa. Złoty Chłopiec i opiekun jego Domu, w jednym łóżku, po kłótni. Nie wiedział, co właściwie powinien czuć. Snape nie żył, a nawet gdyby było inaczej, on i tak nie byłby w stanie go zdobyć.
— Dziwię się, że nie zabił ciebie — burknął.
— Też mu się czasami dziwiłem — przyznał Harry.
Wspomnienia wielu kłótni z Severusem wciąż były w nim bardzo żywe. Kiedy emocje brały nad nimi górę, żaden nie potrafił powstrzymać się od krzyków i docinków. Z czasem było coraz łatwiej, sprzeczek było coraz mniej, a problemy udawało im się rozwiązywać w bardziej pokojowy sposób.
— To za co jeszcze, mój partner chciałby pozbawić cię życia?
— Hm? — Draco zamrugał szybko, starając się wrócić myślami do głównego tematu rozmowy. — Za to, że nie zabiłem twojego wampira, że w ogóle pozwoliłem ci z nim iść i, że dałem się wciągnąć w twój cholerny plan, który do tego wszystkiego doprowadził — warknął.
Wybraniec zaśmiał się cicho, starając się nie dostrzegać złości w oczach blondyna.
— On wiedział, że ja zawsze dostawałem to, czego chciałem — mruknął Harry. — Pamiętaj, że wcale nie prosiłem cię o pomoc w wywołaniu zazdrości u Edwarda. Zgłosiłeś się na ochotnika.
Znowu się zaśmiał, dostrzegając niezadowoloną minę chłopaka. Zapewne, gdyby Ślizgon nie zrozumiał sytuacji od razu, poprosiłby go o pomoc, ale o tym już Malfoy słyszeć od niego nie musiał.
— Nie obwiniasz mnie za to, co się stało? — szepnął.
— Oczywiście, że nie! To wyłącznie moja wina. Byłem nieostrożny — przyznał ze złością. — Nie powinienem był tracić różdżki.
— Pamiętaj, że on też nie był bez winy.
— To wampir — odparł spokojnie Harry. — Do tego taki, który mnie potrzebuje. Czego innego mogłem się po nim spodziewać?
— No nie wiem… — zaczął kpiąco. — Może, że uda mu się powstrzymać instynkty, skoro nie pije ludzkiej krwi?
— Był zbyt zdenerwowany. Nie panował nad sobą.
— Przestań go usprawiedliwiać! — krzyknął Malfoy. — Nie wiesz w jak strasznym stanie cię znalazłem — dodał zdecydowanie ciszej.
— Przepraszam, Draco — przerwał mu Gryfon. — Po prostu uświadomiłem sobie, że nie chcę umierać, jako przegrany. Jeżeli to się powtórzy, obiecuję nie wzywać cię na pomoc — zakończył drwiąco.
— Durny Wybawca!
— Wiem, wiem…
Potter zastanowił się chwilę nad wydarzeniami ostatnich kilku dni. Ciężko mu było uwierzyć, że wszystko zaczęło zaledwie w piątek. Niespodziewane pojawienie się Malfoya, wyjazd Edwarda i Carlisle’a do Włoch, proszenie o pomoc Hermiony i Rona. I oczywiście to, że leżał tu teraz cały pokiereszowany, dochodząc do siebie po ewidentnym gwałcie. Nie winił wampira za to, co ten mu zrobił. Nie jedno już w życiu przeszedł, a to po prostu było kolejne straszne wydarzenie. Znając jego szczęście to pewnie nie ostatnie. Następna w kolejności zapowiadała się wizyta Volturi w Forks.
— Jak bardzo musiałeś mnie składać? — zapytał niepewnie.
Draco warknął cicho i odwrócił wzrok.
— Bardzo — mruknął i zamyślił się. — Ale przynajmniej trzymałem palce w twoim tyłku — dodał, a w jego głosie pobrzmiewało coś pomiędzy kpiną a żalem. — Nie sądzę, żebyś w normalnych warunkach mi na to pozwolił.
Potter drgnął nieznacznie, odwracając wzrok. Rzeczywiście nie wyobrażał sobie takiej sytuacji. Zbyt dużo przyjemności czerpał z widoku zdominowanego Ślizgona. Był wtedy tak bezbronny, tak zależny od niego.
— Masz mi to za złe? — zapytał w końcu cicho. — Bo w tej chwili nie wydaje mi się, żebym pozwolił na to komukolwiek.
— Nieszczególnie — mruknął, wzruszając ramionami. — Całkiem przyjemnie było być tak od kogoś… — zająknął się.
— Zależnym — dokończył za niego Potter, kiwając głową i wywołując lekki rumieniec na policzkach blondyna. — Wiem to. Uwielbiałem tą bezpieczną zależność, to uczucie, że ktoś ma nade mną taką władzę, ale nie wykorzysta jej przeciwko mnie.
— Właśnie — szepnął Draco. — Było nadzwyczaj przyjemnie — przyznał, a Harry zaśmiał się głośno.
— Trudno było nie zauważyć — zakpił. — Rozumiem, że to ostatni punkt twojej śmiertelnej wyliczanki?
— Oczywiście. Pozwoliłem sobie zagarnąć to, co należało do niego.
-I-I-I-
Edward zmierzał do domu Harry’ego, kiedy nagle usłyszał jego rozmowę z Malfoyem. Chciał już zobaczyć chłopaka, sprawdzić, czy czuje się lepiej, czy blizny z jego ciała zniknęły, ale niespodziewanie zatrzymały go słowa blondyna: Doszedłem do wniosku, że Severus by mnie zabił.
Pamiętał to dziwne imię, bo wymówiła je Hermiona, kiedy wracali z Europy. Z jej rozmowy z Ronem nie trudno było wywnioskować, że ten mężczyzna i Potter byli parą. Parą, która najwyraźniej z jakichś powodów się rozstała, co niezmiernie go cieszyło. Chciał się jednak dowiedzieć czegoś więcej o człowieku, który był tak bliski temu zielonookiemu nastolatkowi.
Stał, ukryty wśród wysokich drzew, kilkanaście metrów od domku, do którego zmierzał. Nadal nie wiedział dokładnie, czym jest Cruciatus, o którym chłopcy rozmawiali, ale pamiętał drgawki, brak powietrza płucach Harry’ego i Malfoya warczącego, że nie potrafi uwarzyć eliksiru. Postanowił zapytać o to później, skupiając się teraz na rozmowie. Następne, co przykuło jego uwagę, to słowa o Wybrańcu, bohaterze i klątwie zabijającej. Kiedy na polowaniu spotkał Jaspera i przedyskutowali kilka spraw, doszli do wspólnego wniosku, że cała czwórka nastolatków musiała odegrać ważną rolę w wojnie, o której tyle mówili, ale z tego, co teraz słyszał, Potter był najważniejszy. I zdawało mu się, że wojna została wygrana głównie dzięki niemu.
Kiedy Draco zapytał, czy Harry nie obwinia go za jego własne zachowanie, wampir zamarł. Wiedział, że to wszystko była jego wina. Jego i nikogo innego. I był gotów przerwać im rozmowę, jeżeli tylko brunet przyznałby, że jednak wini Malfoya. Ale nie winił. Oczywiście, że nie, winił siebie samego.
Dlaczego musiałem skrzywdzić właśnie jego?
Późniejsza deklaracja Pottera, że nie dojdzie do niczego pomiędzy nim a blondynem z jednej strony go uspokoiła, a z drugiej roztrzaskała jego wiarę, że jednak wszystko będzie dobrze. Nawet jeżeli ciało chłopaka się zabliźni, to wszystko to, co mu zrobił na pewno wyryło w jego psychice dużo gorsze blizny. Harry nie będzie należał do Malfoya, ale nie będzie też jego. Późniejsze przekomarzania spowodowały, że zawarczał głośno. Może i wszystko było planem, który miał za zadanie go sprowokować, ale obaj nie omieszkali wykorzystać sytuacji. Miał przynajmniej nadzieję, że przeszkoda nie będzie Severus, kimkolwiek by nie był.
Zrobię wszystko, żebyś był mój…
 -I-I-I-

Angel ja nie wiem, czy ten Jake taki biedny. Da sobie radę!
Shana89 hmm, jeżeli chodzi o Igrzyska Śmierci, to ze wstydem przyznam, że ani książki, ani filmu... Może kiedyś nadrobię. Ja się broniłam przed Zmierzchem bardzo długo, właśnie dlatego, że wszyscy byli tym tak strasznie nakręceni, ale w końcu się poddałam. Zaczęłam od filmów, i to chyba jedyna ekranizacja, która mnie satysfakcjonowała... Może właśnie dlatego, że książk,i były później?
Lau~ ja tam lubię trójkąty, ale nie takie, jaki stworzyła S.M.. Dziki seks w przypadku Draco i Jacoba:P Och, podoba mi się ta dwuznaczność. Jake jest wiejskim chłopaczkiem, a światopogląd mu zniszczą doszczętnie! Hm... no wybacz, ale nie będzie sceny z: ktoś godny ciebie, bo Edzio nie będzie nigdy godny.