To krótki, niefanfikowy wiersz. Napisałam go jakiś czas temu i zastanawiałam się, czy go tu wrzucić. Mam nadzieję, że przynajmniej niektórym z Was się spodoba.
Decyzje
Stoisz.
Twoje aroganckie ciało oblewa strumień światła;
wschodzącego słońca, które przedziera się niechciane przez
nieszczelnie zasłonięte okno. Jesteś mój, ustaliliśmy to
wczoraj. Wczoraj krzyczałeś. Pierwszy raz ktoś krzyczał
tak pięknie dla mnie. Twój uśmiech jest niepewny. Boisz się
mnie. Nie powinno mnie tu być, wiemy to. Łóżko wciąż pachnie
twoją ekscytacją. Moją zresztą też. Próbujesz zajrzeć
wewnątrz
mojej duszy, nie wiedząc, co tam zastaniesz. Byłeś taki
uległy, taki
słaby. Widzę, jak teraz starasz się walczyć. Z pragnieniem,
które potrafi
spalić do cna, zostawiając tylko popiół. Zastanawiam się,
gdzie byłeś
całe moje życie. Pustka, która ogarnia mnie na myśl o tym, że
spałeś
obok niej. Pochylasz się lekko, twoje oczy płoną, dłonie
błądzą po
moich udach, wargi muskają szyję. Jesteś taki nieostrożny,
taki
zachłanny. Spieszysz się, najwyraźniej obawiając, że się nie
zgodzę.
Obiecałem sobie, że też będę krzyczał dla ciebie. Nie
zawodzisz mnie.
Krzyczę.