sobota, 3 listopada 2012

Zapomnieć 3



Edward był zły a już na pewno przepełniał go niepokój. Zdecydowanie. Cullenowie siedzieli całą rodziną w salonie, po raz kolejny omawiając pojawienie się nowego ucznia w szkole. A właściwie konsekwencje owego pojawienia się. Do wcześniejszych problemów, których naprawdę było już wystarczająco dużo, doszedł kolejny.
— Alice, naprawdę nie widzisz kompletnie nic, co dotyczyłoby jego przyszłości? — mruknął Jasper. — Ja odczuwam jego emocje! Są przytłumione, nawet bardzo, ale jednak je czuję — upierał się.
— Mówiłam! Nawet, jak się skupiam to nic to nie daje! Raz widziałam przebłysk jakiegoś niespodziewanego spotkania. Chyba z kimś z jego przeszłości. Ale nic więcej. To aż niepokojące.
— Niepokojące jest to, że Edward go nie słyszy — warknął Emmet. — Jak to w ogóle możliwe? — dodał wzburzony. — I co niby miało znaczyć, że dzieciak jest wyszkolonym wojownikiem? Mamy się go obawiać?
Carlisle uciszył obecnych jednym spojrzeniem.
— Jesteście pewni, że wie o nas?
— Tak.
Edward nie miał żadnych wątpliwości. Chłopak wiedział, a wampir nadal nie rozumiał, w jaki sposób tę wiedzę posiadł. Zawsze byli tacy ostrożni. Był pewien, że niczym się nie zdradzili, a przynajmniej niczym, co byłby w stanie wychwycić normalny człowiek. Zatem to musiało oznaczać, że dzieciak miał już do czynienia z wampirami, co nieszczególnie  wróżyło dobrze przyszłości ich rodziny. Wszyscy byli zagrożeni.
— A nawet jeżeli miał wcześniej jakiekolwiek wątpliwości, to po tym, jak od niego dzisiaj odskoczyłem, musiały się rozwiać — dodał gorzko. — Byłem zbyt nieostrożny.
— Kochanie, nie obwiniaj się za to. Fakt, że nie zdziwił się twoim zachowaniem powinien dać nam więcej do myślenia. Nie sądzę, żeby chciał nas wydać.
— Nie możemy ryzykować — wtrąciła uparcie Rosalie.
— Chciałbym z nim porozmawiać — uciął ponownie najstarszy z wampirów.
-I-I-I-
W piątkowe popołudnie Harry przygotowywał kolację dla siebie i Mike’a. Znalazł też jakieś niezobowiązujące filmy w miejscowej wypożyczalni i kupił przekąski. Chłopak był bardziej interesujący niż Jessica, która notabene już próbowała zaprosić go na randkę. W sobotę. Wykpił się wyjazdem do Seattle, co właściwie było prawdą. Teraz tylko musiał tam pojechać, zamiast najnormalniej w świecie się aportować. Trudno. Nie zawsze można mieć wszystko, czego się chce. Może przy okazji kupi kilka rzeczy, skoro i tak będzie musiał poczekać na wyniki testów. Wampiry nie pojawiły się dzisiaj w szkole, ale nie zdziwił się tym szczególnie. Dzień był zbyt słoneczny, żeby mogły się jawnie pokazywać.
Mike zjawił się punktualnie. Zjedli przygotowany przez Pottera posiłek, śmiejąc się głośno i przedrzeźniając. Było… miło. Harry poczuł się jak prawdziwy nastolatek. Już dawno się tak nie czuł. Ostatnio chyba jeszcze przed śmiercią Syriusza, na piątym roku, z Ronem i Hermioną. Podczas tych ulotnych chwil, kiedy Tom nie zsyłał mu wizji, a Severus nie katował go bezsensownymi wtedy lekcjami oklumencji.
— Co teraz? — zapytał Newton, odchylając się na swoim krześle. Nie pamiętał, kiedy jadł coś tak pysznego.
Harry wyjął z szafki dwa kieliszki i otworzył wino. Nie wiedział, czy chłopak pije alkohol, ale to, które kupił na dzisiaj, było naprawdę dobre. Zapełnił naczynia do połowy i wskazał na salon, gdzie na stole leżało kilka płyt. Mike podziwiał wystrój pomieszczenia, dotykając delikatnie niektórych mebli i obrazów. Po chwili jego wzrok padł na zdjęcie stojące na jednej z niskich szafek. Przedstawiało mężczyznę przed czterdziestką z długim, haczykowatym nosem  zanurzonym we włosach niespełna siedemnastoletniego chłopaka. Jego ramiona oplatały ciasno młode ciało. Jedna z dłoni nastolatka spoczywała spokojnie na tych, należących do starszego człowieka, a druga, w bardzo czułym geście, dotykała jego szyi. Czarne i zielone oczy patrzyły przenikliwie, a emocje, które w nich dostrzegał, mogły świadczyć tylko o jednym. Aż zaniemówił, kiedy sobie to uświadomił.
Potter obserwował go uważnie. Celowo nie schował tego zdjęcia. Zbyt dużo dla niego znaczył ten związek, żeby ukrywać go przed innymi, co wcale nie oznaczało, że łatwo mu będzie o tym mówić. Mike odwrócił się do niego niepewnie, wskazując niemo na oprawioną w srebrną ramkę fotografię.
— Dlaczego jego tu nie ma? — zapytał chłopak po chwili, wykonując nieokreślony ruch rękoma.
Harry parsknął, po czym roześmiał się głośno.
— Myślałem, że raczej zapytasz, czy jestem gejem.
— Widzę, że jesteś — mruknął tamten, wskazując znowu na zdjęcie. — Więc? Przyjedzie? Ile ma lat?
— Na tym zdjęciu trzydzieści siedem. I, nie. Nie przyjedzie.
— Och — zastanowił się chwilę i dodał: — Przykro mi.
Harry skinął głową, ale nie zamierzał rozwijać tematu swojego kochanka. Najważniejsze, że chłopakowi nie przeszkadzało to, czego się dowiedział. Skoro Newton akceptował jego odmienną orientację, była szansa, że inni też nie będą robić mu z tego powodu problemów. A nawet jeżeli… Cóż, niejedno już w życiu przeżył i prawdę mówiąc, nieszczególnie przejmował się zdaniem innych. Jego przyjaciele, kiedy zrozumieli zachowanie chłopaka we Wrzeszczącej Chacie, też poruszyli ten temat. Nie robili mu wyrzutów, choć Weasley był wyraźnie zdziwiony i to bynajmniej nie tym, że jest homoseksualistą, ale tym, że na swojego partnera wybrał właśnie znienawidzonego profesora. Kiedy Harry, po długich namowach, powiedział im, kiedy i jak wszystko się zaczęło, Hermiona nie mogła wyjść ze zdumienia, że niczego nie zauważyła. Pomagali mu w uświadomieniu magicznej społeczności prawdy o Snapie. I był im za to wdzięczny, ale z drugiej strony cieszył się też, że ich tu teraz z nim nie ma. Nie potrzebował ich litości i kolejnych wyrazów współczucia. To w niczym nie pomagało, sprawiało tylko, że ból powracał nocami ze zdwojoną siłą. A on chciał, żeby w końcu przestało boleć.
Mike został na noc. Potter był szczęśliwy, że czuje się u niego na tyle bezpiecznie, żeby to zrobić. Nie chciał tracić tej znajomości. Pozwalała mu na zakosztowanie, cudownej w smaku, przeciętności. Niczego więcej w tej chwili nie potrzebował. Chociaż nie, właściwie to potrzebował. Ale akurat to było tymczasowo poza jego zasięgiem.
Następnego dnia, obudził chłopaka o nieprzyzwoicie wczesnej porze, ale nie mógł sobie pozwolić na spóźnienie. Newton z ociąganiem zgramolił się z łóżka i po szybkim prysznicu, pozwolił odwieźć się do domu. Harry był zdania, że chłopak za dużo wypił poprzedniego wieczoru, żeby samodzielnie prowadzić. Jego sąsiad, komendant, mógłby nie być zadowolony. Szczególnie, że Mike chyba w ogóle nie mógł jeszcze legalnie pić.
W Seattle był dwadzieścia minut przed ustaloną godziną i stamtąd aportował się z zielarzem do Waszyngtonu. Egzaminy rozłożono na dwa dni, skoro miało być ich aż cztery. O osiemnastej, ledwo żywy ze zmęczenia, pożegnał mężczyznę i skierował się do mugolskiej części, gdzie wynajął pokój w niewielkim hoteliku. Obudził się po niespełna dwóch godzinach, zlany zimnym potem. Jego umysł był zdecydowanie zbyt przeciążony, a te kilka godzin, które spędził na teoretycznej części OWTM-ów, tylko pogłębiały to uczucie.
Dwadzieścia minut później znalazł się na chłodnym powietrzu, próbując znaleźć jakąś nieszczególnie zatłoczoną knajpkę. Zatrzymał się nagle, słysząc czyjś cichy krzyk i zastanawiając się, czy aby na pewno powinien się w to angażować. Cóż, o ile nie chodziło o wygłodniałe wampiry, mógł to zrobić. Rzucił zaklęcie wyciszające i pobiegł w stronę kobiecego, jak zdążył się zorientować, głosu.
Dziewczyna leżała na ulicy, a nad nią stało kilku mężczyzn, którzy zdecydowanie nie mieli dobrych zamiarów. Już stąd widział, że nie będą dla niego żadnym zagrożeniem, nawet jeżeli schowa różdżkę. Poświęcił wiele tygodni na naukę walki wręcz. W razie kryzysowej sytuacji nie mógł sobie pozwolić na jakiekolwiek błędy. Inna sprawa, że Severus uwielbiał go upokarzać, kiedy po raz kolejny lądował na tyłku, nie będąc w stanie obronić się przed jego atakami.
— Zostawcie ją! — warknął ostro, podchodząc do trzech, niezbyt trzeźwych napastników.
Jeden z nich obrócił się i zmierzył go chłodnym, oceniającym spojrzeniem. Cóż, nie wyglądał jak osoba, której należy się obawiać, ale pozory często mylą.
— Karl — odezwał się mężczyzna. — Dla ciebie też się znalazł kąsek. I pomyśleć, że sam przyszedł.
Człowiek nazwany Karlem, odwrócił zaciekawiony głowę i aż zamrugał, widząc szczupłego, dobrze zbudowanego nastolatka. Harry prychnął, przyglądając im się kpiąco, po czym jednym ciosem powalił największego z agresorów. To jakby trochę otrzeźwiło pozostałych, bo rzucili się na niego równocześnie. Nie, żeby mieli jakiekolwiek szanse. Nie minęła chwila, a leżeli nieprzytomni u stóp Wybrańca. Potter podszedł ostrożnie do szlochającej wciąż dziewczyny i ukucnął przed nią, nie chcąc jej dodatkowo straszyć.
— W porządku? — zapytał, kładąc dłoń na jej ramieniu. — Już nic ci nie zrobią.
Dziewczyna rozpłakała się na dobre i wtuliła w jego rozgrzane ciało. Jej ubranie było w kilku miejscach mocno rozerwane, a z górnej wargi spływała cieniutka stróżka krwi.
Harry zdjął swoją letnią kurtkę i okrył drżącą nastolatkę. Nie mogła mieć więcej niż szesnaście lat. Nie myśląc wiele, wyciągnął z kieszeni telefon i zadzwonił po policję, tłumacząc naprędce, co się stało.
Cudownie, znowu był bohaterem. Tego mu tylko było potrzeba. Ale przecież nie mógł jej tak zostawić. Nie mógł pozwolić, żeby coś jej zrobili. Złożył krótkie zeznania, zostawił swój adres, choć bardzo niechętnie i ruszył w drogę powrotną do hotelu. Jakoś stracił apetyt. Albo raczej nie miał ochoty natknąć się na kolejną potrzebującą go osobę. Zdążył skręcić jedynie za róg, gdy poczuł jakiś nienaturalnie szybki ruch. Jego zmysły wyostrzyły się, a magia zaczęła przygotowywać ciało do ataku.
Nie było jednak takiej potrzeby. Przed nim stanęła śliczna blondynka z miodowymi oczami o niewyraźnych, czerwonych refleksach.
— Och! — Uspokoił się, rozpoznając swoją szkolną znajomą. — Witaj.
— Dobry wieczór — powiedziała nad wyraz ciepło, co wytrąciło go nieco z równowagi.
Z tego, co słyszał była bardzo niedostępna i nie zniżała się do rozmów z ludźmi. Jessica powiedziała mu, że najbardziej gadatliwa z całej piątki jest Alice, choć dodała też, że dziewczyna jest co najmniej dziwna. Cóż, mogła tak powiedzieć w obawie, że Potter zamiast umówić się z nią, postanowi odbić brunetkę Jasperowi.
Prędzej odbiłbym Jaspera Alice, pomyślał rozbawiony.
— Miałbyś cos przeciwko, żebyśmy chwilę porozmawiali?
Harry przygryzł wargę, zastanawiając się, jak postąpić. Rano musiał być wypoczęty, bo coś zawali, z drugiej strony rozmowa z wampirzycą może okazać się pomocna, przy jego dalszych planach. O tak, dał Edwardowi dwa wyjścia i nie zamierzał pozwolić mu wybrać niczego pomiędzy. Już zdecydował, a Severus nauczył go, że zawsze może dostać to, czego chce. O ile oczywiście odpowiednio się postara.
— Jestem głodny — odpowiedział po chwili. — Jeżeli nie będziesz czuła się skrępowana, kiedy ja będę jadł, a ty tylko patrzyła, to myślę, że możemy porozmawiać.
Zaśmiała się dźwięcznie i wskazała na pobliski parking, gdzie zaparkowała swój czerwony samochód z odsłoniętym teraz dachem.
— Nie za zimno na taką jazdę? — prychnął, doskonale wiedząc, że dla niej nie ma to żadnego znaczenia.
— Mogę go zamknąć, jeśli ci przeszkadza.
Harry przesunął dłonią po włosach, przypominając sobie natychmiast, że są za krótkie, żeby mógł je zmierzwić.
— To nie ma znaczenia, tak samo jak to, że nie będziesz mogła ze mną zjeść — odpowiedział cicho.
Dziewczyna skinęła i włączyła silnik. Jechali kilka minut w całkowitej ciszy. Zabrała go do małej restauracji, gdzie siedziało jedynie kilka par. Kiedy weszli, wzrok większości powędrował w ich stronę. Piękna blondyneczka u boku przystojnego chłopaka. Niektórym aż oczy się zaświeciły, czego jednak żadne z nich w pierwszej chwili nie zauważyło.
Potter zamówił sobie późny obiad, sałatkę dla Rosalie i dwa kieliszki wina, na co dziewczyna uniosła pytająco brew.
— Pozory, kochana — mruknął. — Jak by to wyglądało, gdybym nie zamówił nic dla kobiety, z którą przyszedłem?
Ta pokręciła tylko głową z niedowierzaniem i rozejrzała się ukradkiem po sali. Rzeczywiście przyciągali spojrzenia. Nawet o tym nie pomyślała, a przecież zazwyczaj była tak ostrożna. Musiała przyznać, że chłopak jest nie tylko spostrzegawczy, ale i zapobiegliwy. W jego oczach widziała dzisiaj tyle emocji, że wciąż nie mogła ich do końca dopasować. Też usłyszała krzyk tej dziewczyny. Chciała jej pomóc. Za dobrze pamiętała swoją własną przeszłość, żeby przejść nad czymś takim do porządku dziennego. Ale, kiedy już miała zaatakować, pojawił się on. Chłopak, przed którym ostrzegała rodzinę, który stanowił jakieś niewyjaśnione zagrożenie. I wyręczył ją. Musiała przyznać Alice rację, walczył jak wojownik. Co sam zresztą im wyjaśnił. Chciała poznać go bliżej. I zrozumieć, przynajmniej na tyle, na ile jej pozwoli.
Jego zielone oczy bacznie ją teraz obserwowały. Wiedział, że coś się zmieniło, ale nie potrafił do końca zrozumieć jej zachowania. Wahał się przez chwilę, w końcu muskając jej umysł bardzo delikatnie. Tak, by w razie potrzeby móc się szybko wycofać. Był zdziwiony, że tego nie zauważyła. Choć z drugiej strony wiedział, że czarodzieje ukrywają się na tyle dobrze, żeby wampiry nie wiedziały o ich istnieniu. Były, co prawda podania i legendy, ale funkcjonowało to na tej samej zasadzie, co w niemagicznym świecie. Ludzie też mieli swoje mity o czarodziejach i wampirach, a jednak nikt nie wierzył.
— Och — sapnął po chwili, kiedy natrafił na wspomnienie sprzed przemiany.
To dlatego zmieniła zdanie, dlatego chciała z nim rozmawiać. Ukrył szybko ból, który przeszedł przez jego ciało i uśmiechnął się ciepło.
Rosalie wyczuwając drgnięcie chłopaka i jego nierówny oddech, który zaskakująco szybko wrócił do normy, zwróciła twarz znowu ku niemu.
— Coś się stało? — zapytała zaciekawiona.
— Nie, Rose — pozwolił sobie na zdrobnienie jej imienia. — Po prostu cieszę się, że udało mi się pomóc tamtej dziewczynie — szepnął. — Nie wszystkim byłem w życiu w stanie pomóc.
Wampirzyca aż wstrzymała oddech, co w jej przypadku i tak nie miało znaczenia. Potter zastanowił się, czy te odruchy są wyćwiczone, czy to tylko pozostałość z tego, jak zachowywała się, będąc jeszcze człowiekiem.
Stop. Ona nadal jest człowiekiem. W pewnym sensie…
— Kogo nie zdołałeś uratować, Harry? — Wolała skierować rozmowę na bezpieczniejsze dla niej tory, chociaż coś jej mówiło, że on już wie.
— Kiedyś ci opowiem, Rose. Kiedyś.
Nie rozmawiali długo. Każde ukrywało zbyt dużo, żeby to krótkie spotkanie mogło spełnić swoje zadanie, ale było pierwszym realnym krokiem ku zawarciu prawdziwej znajomości. I Harry z niemałym zdziwieniem odkrył, że chce się zaprzyjaźnić z tą dziewczyną. Jakakolwiek nie byłaby jej obecna natura, jakimkolwiek człowiekiem nie byłaby wcześniej, coś go do niej przyciągało. Mogło to mieć oczywiście związek z tym, że wampiry były namiastką jego magicznego życia sprzed przylotu do tego kraju. Ale mogło chodzić także o coś innego. Poza tym zyskanie sprzymierzeńca wśród rodzeństwa tak czy inaczej przyniosłoby mu jakieś korzyści. Nie sądził wprawdzie, że to akurat Rosalie stanie się owym sprzymierzeńcem, ale nie zamierzał wybrzydzać.
— Jutro mam kilka ważnych spraw — powiedział po około godzinie. — Muszę iść.
— Oczywiście.
Uśmiechała się do niego, chyba podchodząc do nowej znajomości w podobny sposób, co chłopak. Była nim zaintrygowana. Taka sieć niedomówień, jaką utkał, nie miała prawa przetrwać zbyt długo, ale pocieszała się, że teraz będzie już prościej, że następnym razem pójdą się o krok dalej. Aż nie mogła uwierzyć, że jeszcze wczoraj namawiała Carlisle’a i Esme na przeprowadzkę.
— Nie chciałbyś jutro nas odwiedzić? — dodała, kiedy Harry regulował rachunek.
— Poważnie? — Aż sapnął, niedowierzając.
Przytaknęła niemo, zapisując mu na rachunku numer swojego telefonu.
— Nie jestem pewien, o której wrócę — mruknął.
Chciał iść do domu wampirów. Zaklął cicho, bo egzaminy, do których miał podejść nazajutrz, były dla niego zbyt ważne, żeby je sobie odpuścić.
— Daj znać, czy ci się uda. Jeśli nie, umówimy się na inny dzień.
— Zgoda. Czy… — zawahał się, patrząc na nią przenikliwie. — Czy mogłabyś nie mówić Edwardowi, że ze mną rozmawiałaś?
— Przykro mi — zaśmiała się niczym prawdziwa nastolatka. — Nawet jakbym chciała to ukryć, to akurat przed nim bym nie potrafiła.
— Dlaczego?
— Może sam ci niedługo powie.
Chłopak jedynie przytaknął, żegnając się z nią krótko i kiedy zauważył odjeżdżający samochód, aportował się prosto do hotelowego pokoju. Musiał się wyspać, a zarazem przemyśleć kilka spraw.

-I-I-I-

Caathy.x1 och! Jak miło być czyimś narkotykiem:p Przyznam, że czasami będą się przewijać wątki z książki, choć raczej w zmienionej wersji. Będzie opis Harry’ego na specjalne życzenie, ale za jakiś czas, bo już kilka rozdziałów do przodu jest napisanych, więc będziesz musiała trochę poczekać. Wątek OWTM-ów wyjaśnię krótką w następnej części:P Ach… nie przeszkadza mi słodzenie!
Lau~ masz rację, to Harry będzie tu drapieżnikiem. Biedny Edward… I cieszę się, że zwróciłaś uwagę na motyw Seva i zachowanie Harry’ego z nim związane. O tak, jest jego motywacją, siłą i życiem. Ten motyw będzie się przewijał wciąż i wciąż. I owszem, jak widzisz według wizji Alice, pojawi się ktoś z przeszłości:)
Miki cześć! Cieszę się bardzo i nie zamierzam się uwalniać! Ach, prolog miał zagrać idealnie na waszych emocjach i cieszę się, że się udało. Nie porzucimy motywu rozpaczy i tęsknoty, ale wprowadzimy nowe elementy.
black663 jop, Harry będzie górą. Inaczej nie widzę:P Dobrze, że zwróciłaś mi uwagę na Jaspera, bo prawdę mówiąc trochę go zignorowałam, ale masz rację, przecież on też był żołnierzem, czy kimś takim w swoich czasach. Muszę o tym pomyśleć…